piątek, 5 kwietnia 2013

"Wykwintna Kuchnia Polska" i zaskakująca kolacja


Gdyby ktoś Wam powiedział, że najlepszą kolację, jakiej do tej pory mieliście okazję kosztować w  województwie łódzkim, zjecie w Bełchatowie, uwierzylibyście? Ja prawdopodobnie rzuciłabym temu komuś pełne niedowierzania spojrzenie, w duchu myśląc, że chyba oszalał. Wszystko się jednak zmieniło 25 marca, gdy wraz z zaprzyjaźnionymi łódzkimi blogerkami, Pauliną i Kasią, uczestniczyłam w kolacji w Restauracji Jan w Bełchatowie, mającej na celu promocję niedawno wydanej książki "Wykwintna Kuchnia Polska". Pojechałam tam z dużą dozą sceptycyzmu, a wróciłam z pełnym brzuchem i kubkami smakowymi rozpływającymi się na wspomnienie serwowanych podczas kolacji przysmaków. Ba, do tej pory ślinię się na myśl o zalewajce!

Zacznijmy jednak od początku, czyli od głównego powodu, dla którego zorganizowano bełchatowskie spotkanie - książki "Wykwintna Kuchnia Polska", nad którą patronat objęła prezydentowa Anna Komorowska. Książka, a może raczej przepięknie wydany album, została niedawno uhonorowana trzecią nagrodą w Międzynarodowym Konkursie Gourmand Cookbook Awards 2013. Nie przesadzę, jeśli powiem, że ta książka jest doskonałą wizytówką Polski. Dzięki niej istnieje szansa, że zagranicą kulinarny obraz naszego kraju przestanie się w końcu kojarzyć z  przaśnymi sosami, tłustym schabowym i pierogami. Na ich miejscu pojawią się nowoczesne w formie, lecz zachowujące tradycyjne smaki dania - bulion z ryb mazurskich z płatkami wędzonej sielawy, karmelizowaną dymką i oliwą rzepakowo-pietruszkową, zupa z prawdziwków z kozim serem z Kieźlin, marynowaną jarzębiną i palonymi orzechami laskowymi, jeżyny ze śniegiem z maślanki, sokiem z owoców czarnego bzu, jabłkiem i wanilią, czy wędzony filet z gęsi owsianej na aroniowym blacie z salsą z gruszek i pigwy. Autorem ostatniego dania jest pełen pasji i pomysłów szef kuchni Restauracji Jan w Bełchatowie, Przemysław Wieloch. To właśnie on przygotował dla nas wspaniałą kolację degustacyjną, składającą się z potraw, na które przepisy znajdują się w "Wykwintnej Kuchni Polskiej".




Na pierwszy ogień poszły przezroczyste pierożki z zielonym groszkiem na musie z dyni z prażonymi orzechami laskowymi i pestkami dyni. Od razu po spróbowaniu przezroczystego ciasta-galaretki z dodatkiem gellanu, przed oczami pojawiły mi się tzw."zimne nóżki", za którymi nie przepadam. Muszę jednak przyznać, że w połączeniu z nadzieniem groszkowym i musem z dyni galaretka bardzo mi smakowała. Takie dania lubię - bawiące się konwencjami, zaskakujące i bogate w różnego rodzaju tekstury.



Jako druga na stole  pojawiła się potrawa, która według mnie była najsmaczniejszą pozycją wieczoru - zalewajka na wędzonce z wiejską szynką i chipsami borowikowymi. Ach, cóż to był za smak! Prosta zalewajka po wyciśnięciu z syfonu nabrała zupełnie innej, niesamowicie kremowej konsystencji. Do tego doszły grzyby i szynka. Czego chcieć więcej. Jak w końcu dorobię się własnego syfonu, czym prędzej popędzę do kuchni i zrobię tę zupę. 



Tego wieczoru daniem głównym był duet dzika i sarny na puree pietruszkowym, z karmelizowanym burakiem, kopytkami makowymi i winnym sosem. Dopracowane poszczególne elementy dania w połączeniu z wprawną ręką szefa kuchni sprawiły, że całość nie mogła nie smakować  dobrze. Smakowałaby jeszcze lepiej gdyby polędwica z sarny była nieco mniej wysmażona, ale to tylko moje osobiste preferencje. 
Przed kolacją chef Wieloch zarzekał się, że desery są jego słabą stroną. Jeśli najsłabsze danie w restauracji smakuje tak jak ciasto daktylowe z sosem karmelowym, lodami maślankowymi i pudrem z białej czekolady, to chętnie je zamówię i to od razu z dokładką. Deser, który bardzo przypominał mi tradycyjny, angielski sticky date pudding zdecydowanie był świetnym zwieńczeniem wieczoru. 

Po kolacji chef Wieloch opowiedział nam o swojej przygodzie z gotowaniem. O buntowniczym okresie z irokezem na głowie, o nocnych wyprawach po szparagi do Niemiec, o epizodzie w Anglii, o podziwie dla sieci McDonald's i o rewolucji, jaką przeprowadził w Bełchatowie. Chętnie posłuchałabym więcej. Chętnie skosztowałabym więcej.

Jeśli kiedyś będziecie w Bełchatowie, choćby przejazdem, koniecznie odwiedźcie Restaurację Jan. Poza standardowym menu a la carte, chef Wieloch oferuje także kolacje degustacyjne, składające się z 8, 10 albo 14 potraw, które trzeba zarezerwować minimum tydzień wcześniej. 

Jeśli chcecie poznać zupełnie inne oblicze kuchni polskiej, obejrzeć zdjęcia przepięknie prezentujących się potraw i przeczytać bardzo ciekawy wstęp napisany przez prof. Jerzego Bralczyka, koniecznie kupcie "Wykwintną Kuchnię Polską". Książka jest droga, ale zapewniam Was, że warto mieć ją w swojej kolekcji. Mimo, że może się wydawać, że prezentowane w niej potrawy są z cyklu "nie próbuj tego w domu", zapewniam Was, że przepisy nadają się do przetestowania w kuchennym zaciszu, pozbawionym wymyślnych sprzętów. Udowodnię Wam to niebawem, gdy zaprezentuję na blogu samodzielnie przyrządzone danie na podstawie jednego z przepisów. Wtedy też napiszę Wam nieco więcej o książce samej w sobie.

6 komentarzy:

  1. Dziki duet szczególnie mi się podoba. Piękna to kolacja być musiała!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Warto było jednak jechać :) i po raz kolejny okazało się że pozory mogą mylić ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję bardzo za pozytywne opinie. Odezwijcie się proszę na mojego maila lub fb. Bedzie nowy projekt ktorym będę chcial sie z Wami podzieluc. Smaczny oczywiście. Jeszcze raz dziekuje i pozdrawiam. Do zobaczenia przy stole; -)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ile bym dała, żeby skosztować tych wspaniałości...:-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie wiem czy wiecie ale Pan Wieloch nie płaci alimentów na niepełnosprawna córkę udając bezrobotnego... warto pomyślec zanim ma się z tym człowiekiem coś wspólnego, do tego udaje bezrobotnego ... Kanalia.

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze
PS: Drogi Anonimie, proszę podpisz się imieniem albo nickiem!