Od dawna zastanawiałam się nad dodaniem posta, w którym napiszę coś o sobie i blogu, ale to dopiero post Viridianki ostatecznie zadecydował o powstaniu tego wpisu :) Uważam, że fajnie wiedzieć kim w prawdziwym życiu są blogerzy, zwłaszcza Ci, których strony lubimy odwiedzać.
Tak naprawdę nie umiem pisać o sobie, więc musi Wam wystarczyć kilka losowych informacji, które jako pierwsze przychodzą mi na myśl. Studiuję antropologię biologiczną, a gotowanie i pieczenie to moja odskocznia od codzienności. W wakacje w kuchni często spędzam całe dnie, cierpliwie czekając, aż wyrośnie ciasto do chleba, udusi się mięso i zgęstnieje konfitura. Niestety w trakcie roku akademickiego mam trochę mniej czasu i przyznam się, że wtedy żywię się głównie szybkimi sałatkami, makaronami i błyskawicznymi deserami. Staram się jednak przygotować coś ciekawego przynajmniej dwa-trzy razy w tygodniu - zarówno po to, żeby sprawić przyjemność swojemu podniebieniu, jak i żeby dodać coś ciekawego na blog. A pisanie bloga uzależnia i wbrew pozorom nie jest tak łatwe, jak się to wydaje. Trzeba zrobić coś dobrego, sfotografować to, a następnie przypomnieć sobie cały proces przygotowania tej pyszności i ubrać to w słowa. Niby nic, a jednak wiele.
Moją specjalnością są chleby i desery, ale równie bardzo lubię przyrządzać wszelkiego rodzaju dania obiadowe. Tak naprawdę gotować zaczęłam zaledwie 4 lata temu, a wcześniej moje umiejętności kulinarne nie wykraczały poza ugotowanie makaronu, zrobienie jajecznicy i budyniu (serio!). Na początku do kuchni wepchnął mnie przedmaturalny stres. Kiedy jednak złapałam bakcyla, to wciągnęłam się na dobre - zakładki w przeglądarce internetowej pękają w szwach od przepisów, półki zapełniają się książkami kucharskimi, a ja nawet zaczęłam uczyć się języka włoskiego, żeby kiedyś odbyć kulinarną podróż po słonecznej Italii.
Wbrew temu co możecie sobie teraz o mnie myśleć, nie spędzam całego swojego wolnego czasu w kuchni albo przed komputerem, szukając przepisów. Uwielbiam malować, rysować i robić zdjęcia. Większość moich zainteresowań skupia się wokół szeroko pojętego świata zmysłów i sztuki, zarówno tej plastycznej, jak i kulinarnej. Wszystkiemu co robię zawsze towarzyszy muzyka. Pink Floyd, Alice in Chains, Ulver, Ella Fitzgerald, Sade, Hey, Renata Przemyk, Katarzyna Groniec, Archive i wielu innych wykonawców, których mogłabym wymieniać i wymieniać...
W rozwijaniu moich zainteresowań i poznawaniu różnych smaków na pewno pomaga mi to, że mój rok dzieli się na dwie części - tę którą spędzam na studiach w Anglii i tę którą spędzam w rodzinnym domu w Polsce. W Anglii można z łatwością zdobyć egzotyczne owoce, warzywa i przyprawy, obcując z kuchniami i ludźmi z całego świata. Z drugiej strony, w polskiej kuchni lubię pewnego rodzaju rustykalność, a także duże regionalne zróżnicowanie, które ma swoje odzwierciedlenie w potrawach przyrządzanych w różnych częściach Polski. Dzięki poznawaniu smaków z różnych stron świata, można wnieść powiew świeżości i nowoczesności do tradycyjnej polskiej kuchni, podkreślając to co w niej najlepsze - i to niekoniecznie są schabowe z ziemniaczkami i surówką ;) Marzę o otwarciu przytulnej restauracji z polską kuchnią fusion, smakami staropolskimi w nowoczesnej odsłonie. Póki co, to nierealne, ale może kiedyś...
A teraz przejdźmy do tego, co jest na tym blogu najważniejsze, czyli przepisu. Obiecuję, że to już ostatni przepis na konfiturę/dżem z brzoskwiń w tym roku ;)
Pomysł na połączenie brzoskwiń z lawendą to inspiracja zaczerpnięta ze wspaniałej strony Bei. Pomysł wydał mi się niezwykle ciekawy, bo bardzo lubię aromat lawendy, także w słodkościach. Moja lawenda w ogródku wciąż kwitnie, więc mogłam zabrać się za konfiturę od razu, gdy tylko o niej przeczytałam :) Jaki był efekt? Absolutnie cudowny! Lawenda i brzoskwinie to mariaż doskonały. Podczas robienia konfitury w kuchni unosi się subtelny, kojący aromat kwiatów, wymieszany ze słodkim zapachem owoców. Smak lawendy jest dobrze wyczuwalny w konfiturze, ale na całe szczęście nie jest mydlany i zbyt dominujący. Już mogę sobie wyobrazić jaka pyszna będzie ciasto drożdżowe z tą konfiturą... Mmmniam!
Składniki:
1kg brzoskwiń pokrojonych na kawałki (ja zostawiam skórki)
250g cukru
kilka gałązek lawendy (może być suszona), owiniętych w gazik*
sok z połowy cytryny
*dzięki temu wyjmiemy kwiatki z konfitury pod koniec gotowania; gdybyśmy je zostawili, konfitura nabrałaby zbyt mydlanego smaku
Brzoskwinie zasypać cukrem i odstawić na 1-2h. Po tym czasie dodać lawendę i wszystko razem zagotować. Zmniejszyć ogień i gotować, często mieszając, aż konfitura zgęstnieje (około 1-1,5h).W połowie gotowania dodać sok z cytryny.
Konfiturę nakładać do wyparzonych słoików, dobrze zakręcić i odstawić do góry nogami. Przykryć kocem i zostawić w takiej pozycji, aż wystygnie.
Smacznego!
Tak naprawdę nie umiem pisać o sobie, więc musi Wam wystarczyć kilka losowych informacji, które jako pierwsze przychodzą mi na myśl. Studiuję antropologię biologiczną, a gotowanie i pieczenie to moja odskocznia od codzienności. W wakacje w kuchni często spędzam całe dnie, cierpliwie czekając, aż wyrośnie ciasto do chleba, udusi się mięso i zgęstnieje konfitura. Niestety w trakcie roku akademickiego mam trochę mniej czasu i przyznam się, że wtedy żywię się głównie szybkimi sałatkami, makaronami i błyskawicznymi deserami. Staram się jednak przygotować coś ciekawego przynajmniej dwa-trzy razy w tygodniu - zarówno po to, żeby sprawić przyjemność swojemu podniebieniu, jak i żeby dodać coś ciekawego na blog. A pisanie bloga uzależnia i wbrew pozorom nie jest tak łatwe, jak się to wydaje. Trzeba zrobić coś dobrego, sfotografować to, a następnie przypomnieć sobie cały proces przygotowania tej pyszności i ubrać to w słowa. Niby nic, a jednak wiele.
Moją specjalnością są chleby i desery, ale równie bardzo lubię przyrządzać wszelkiego rodzaju dania obiadowe. Tak naprawdę gotować zaczęłam zaledwie 4 lata temu, a wcześniej moje umiejętności kulinarne nie wykraczały poza ugotowanie makaronu, zrobienie jajecznicy i budyniu (serio!). Na początku do kuchni wepchnął mnie przedmaturalny stres. Kiedy jednak złapałam bakcyla, to wciągnęłam się na dobre - zakładki w przeglądarce internetowej pękają w szwach od przepisów, półki zapełniają się książkami kucharskimi, a ja nawet zaczęłam uczyć się języka włoskiego, żeby kiedyś odbyć kulinarną podróż po słonecznej Italii.
Wbrew temu co możecie sobie teraz o mnie myśleć, nie spędzam całego swojego wolnego czasu w kuchni albo przed komputerem, szukając przepisów. Uwielbiam malować, rysować i robić zdjęcia. Większość moich zainteresowań skupia się wokół szeroko pojętego świata zmysłów i sztuki, zarówno tej plastycznej, jak i kulinarnej. Wszystkiemu co robię zawsze towarzyszy muzyka. Pink Floyd, Alice in Chains, Ulver, Ella Fitzgerald, Sade, Hey, Renata Przemyk, Katarzyna Groniec, Archive i wielu innych wykonawców, których mogłabym wymieniać i wymieniać...
A teraz przejdźmy do tego, co jest na tym blogu najważniejsze, czyli przepisu. Obiecuję, że to już ostatni przepis na konfiturę/dżem z brzoskwiń w tym roku ;)
Pomysł na połączenie brzoskwiń z lawendą to inspiracja zaczerpnięta ze wspaniałej strony Bei. Pomysł wydał mi się niezwykle ciekawy, bo bardzo lubię aromat lawendy, także w słodkościach. Moja lawenda w ogródku wciąż kwitnie, więc mogłam zabrać się za konfiturę od razu, gdy tylko o niej przeczytałam :) Jaki był efekt? Absolutnie cudowny! Lawenda i brzoskwinie to mariaż doskonały. Podczas robienia konfitury w kuchni unosi się subtelny, kojący aromat kwiatów, wymieszany ze słodkim zapachem owoców. Smak lawendy jest dobrze wyczuwalny w konfiturze, ale na całe szczęście nie jest mydlany i zbyt dominujący. Już mogę sobie wyobrazić jaka pyszna będzie ciasto drożdżowe z tą konfiturą... Mmmniam!
Składniki:
1kg brzoskwiń pokrojonych na kawałki (ja zostawiam skórki)
250g cukru
kilka gałązek lawendy (może być suszona), owiniętych w gazik*
sok z połowy cytryny
*dzięki temu wyjmiemy kwiatki z konfitury pod koniec gotowania; gdybyśmy je zostawili, konfitura nabrałaby zbyt mydlanego smaku
Brzoskwinie zasypać cukrem i odstawić na 1-2h. Po tym czasie dodać lawendę i wszystko razem zagotować. Zmniejszyć ogień i gotować, często mieszając, aż konfitura zgęstnieje (około 1-1,5h).W połowie gotowania dodać sok z cytryny.
Konfiturę nakładać do wyparzonych słoików, dobrze zakręcić i odstawić do góry nogami. Przykryć kocem i zostawić w takiej pozycji, aż wystygnie.
Smacznego!
Fajnie Cię "zobaczyć":) Faktycznie lepiej jest poznać osoby z którymi wymieniamy się komentarzami i od których czerpiemy inspiracje kuchenne;) Malutkie zdjęcie w rogu nie zawsze to oddaje. Podobają mi się Twoje sukienki (zwłaszcza ta na drugim zdjęciu;)Z konfitury z lawendą jeszcze nie próbowałam, ciekawa jestem jak smakuje. Buziaczki i miłej niedzieli!
OdpowiedzUsuńŚlicznie wyglądasz ,,pozdrawiam :-)
OdpowiedzUsuńAle jesteś młodziutka. Czytając bloga myślałam, że jesteś po trzydziestce i masz dzieci itd. Fajny wpis :-)
OdpowiedzUsuńHe, a ja jestem nadal na etapie makarnów i jajecznicy ;) Trochę też u mnie konfiturowo teraz, mam do przerobienia pełen koszyk fig.
OdpowiedzUsuńTe wlosy to Ci normalnie powyrywam..
Nemi - Małe zdjęcie w rogu faktycznie niewiele oddaje. Heh, cieszę się, że sukienki się podobają ;) A konfiturę wypróbuj, bo jest pyyyszna. Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńEvita0007- dzięki!
Anonimowy - widzisz, jak pozory czasem mylą ;)
Lashqueen - tyle, że Twoje makarony są przepyszne, a ja wtedy po prostu umiałam ugotować makaron albo ewentualnie przyrządzić go z białym serem :D
Na figi poluję w swoim mieście, ale bezskutecznie... A szkoda, bo konfiturę z fig uwielbiam!
och, piękne te Twoje zdjęcia!
OdpowiedzUsuńi słowa. miło było poznac Cię chociażby w taki sposób.
zapragnęłam spotkac Cię osobiście!
wspaniały dżem. zapach lawendy dodaje mu należytego uroku i czaru ;]
Witaj Sukienkowa Pani!
OdpowiedzUsuńMiło zobaczyć, jak wyglądasz, choć i tak małe zdjątko zawsze coś zdradza...:)
Brzoskwinie, ajk wiesz moja miłość w słoiczkach, a z lawendą bawiłam się wtowarzystwie nektaryn, też pyszne:)
Ależ przystojny z Ciebie rudzielec! :)
OdpowiedzUsuńDziewczyno...jesteś zjawiskowa:) najpiekniejsze zdjęcie to to w którym tańczysz na łące:)
OdpowiedzUsuńI życie masz piękne:) tylko (w pozytywnym sensie) pozazdrościc:)
Pozdrawiam "tylko" biolog:)
Śliczna dziewczyna..:)
OdpowiedzUsuńKarmel-itka - bardzo miło czytać mi te słowa - szkoda, że nie jesteś z Łodzi, wtedy nic nie stałoby na przeszkodzie! Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńEwelajna - brzoskwinie to także moja słoiczkowa miłość. Uśmiechnęłam się czytając określenie "Sukienkowa Pani" ;)
Pinkcake - niestety jedynie farbowany rudzielec ;)
Trzcinowisko - Dziękuję. Ja też bardzo lubię to łąkowe zdjęcie. Życie mam całkiem zwyczajne, uwierz :)
Grażyna - dziękuję
Te zdjęcia są... niesamowite! Naprawdę. Ja chyba mimo wszystko boję się takiego ekshibicjonizmu przed czytelnikami. Wolę pozostać ukryta choć odrobinę za woalką tajemnicy...
OdpowiedzUsuńA dżem - świetny! W zeszłym roku łączyłam z lawendą nektarynki i to był naprawdę zgrany duet! :)
Pozdrawiam!
super wygladasz,piekna mloda kobietka z Ciebie :) masz piekne wlosy i sliczna sukienke :)no i wspaniale marzenia.....
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :)
Zaytoon - ja starałam się nie ujawniać zbyt wiele ze swojego życia, skupiając się na tym, co w jakiś sposób dotyczy bloga :) Nektarynek z lawendą jeszcze nie łączyłam, ale na pewno są tak smaczne jak brzoskwinie :)
OdpowiedzUsuńGosia- dziękuję ogromnie! Pozdrawiam :)