Croquembouche to tradycyjny, francuski deser przygotowywany z małych, nadziewanych ptysi, ułożonych w piramidę i sklejonych ze sobą za pomocą czekolady lub karmelu. Słodka piramida często gości na francuskich weselach, ale jej miniaturową wersję możecie przygotować w domu - nie tylko na specjalną okazję :)
Ja swoje croquembouche przygotowałam z ptysiów nadziewanych pysznym crème pâtisserie o smaku różanym, do którego dodałam odrobiny czerwonego barwnika spożywczego. Całość polałam rozpuszczoną gorzką czekoladą. Deser wyszedł przepyszny, mimo, że rozmiarem daleko mu do oryginału ;)
Taki deser wspaniale nada się na słodki prezent dla ukochanej osoby - ptysie są nieduże, można się nimi wspólnie rozkoszować, a czerwone nadzienie o zapachu róż nieodzownie kojarzy się z Walentynkami. Domi zaproponowała nawet, żebym nazwała je "francuskimi pocałunkami" i powiem Wam, że coś jest na rzeczy... :) Polecam także na Tłusty Czwartek, jako alternatywę dla pączków i faworków.

Składniki na ciasto parzone:
250 ml wody
125 g masła/margaryny
1 szklanka mąki pszennej
4 jajka
Wodę zagotować z masłem/margaryną. Do gotującej się wody wsypać mąkę i ciągle mieszając, podsmażać, aż ciasto będzie szkliste i będzie odchodzić od garnka (należy uważać, żeby się nie przypaliło!). Całkowicie ostudzić. Ostudzone ciasto wymieszać łyżką z jajkami.
Na blaszkę wyłożoną papierem wyciskać 2-3 cm kółka (ja wykładałam je łyżeczką do herbaty).Piec w temperaturze 200C przez 20 minut. Ostudzić na kratce, a następnie lekko naciąć nożem, robiąc miejsce na nadzienie.
Składniki na krem:
600 ml mleka
kilka kropel olejku różanego
szczypta czerwonego barwnika spożywczego w proszku (odrobina, dosłownie na czubku małej łyżeczki)
6 żółtek
80 g cukru
40 g mąki pszennej
40 g mąki ziemniaczanej
350 ml mleka
Mleko zagotować. Doprowadzić do wrzenia i natychmiast odstawić na bok. Wymieszać z olejkiem różanym i barwnikiem spożywczym.
Cukier utrzeć do białości z żółtkami. Dodać przesiane mąki. Miksować do uzyskania gładkiej pasty. Pastę stopniowo wlewać do mleka. Dokładnie wymieszać, żeby nie było grudek. Postawić na palnik i zagotować na średnim ogniu, nie przestając mieszać. Gotować około minuty, aż krem zgęstnieje. Przykryć folią aluminiową, tak żeby dotykała kremu (żeby nie zrobił się kożuch) i całkowicie ostudzić.
Dodatkowo:
100g rozpuszczonej gorzkiej czekolady
Ostudzone ptysie nadziewać ostudzonym nadzieniem, szprycą albo łyżką. Układać na paterze, polewając ptysie rozpuszczoną czekoladą. Starać się ułożyć je w kształt małej piramidy. Schłodzić w lodówce przez kilka godzin.
Smacznego!

Ja swoje croquembouche przygotowałam z ptysiów nadziewanych pysznym crème pâtisserie o smaku różanym, do którego dodałam odrobiny czerwonego barwnika spożywczego. Całość polałam rozpuszczoną gorzką czekoladą. Deser wyszedł przepyszny, mimo, że rozmiarem daleko mu do oryginału ;)
Taki deser wspaniale nada się na słodki prezent dla ukochanej osoby - ptysie są nieduże, można się nimi wspólnie rozkoszować, a czerwone nadzienie o zapachu róż nieodzownie kojarzy się z Walentynkami. Domi zaproponowała nawet, żebym nazwała je "francuskimi pocałunkami" i powiem Wam, że coś jest na rzeczy... :) Polecam także na Tłusty Czwartek, jako alternatywę dla pączków i faworków.
Składniki na ciasto parzone:
250 ml wody
125 g masła/margaryny
1 szklanka mąki pszennej
4 jajka
Wodę zagotować z masłem/margaryną. Do gotującej się wody wsypać mąkę i ciągle mieszając, podsmażać, aż ciasto będzie szkliste i będzie odchodzić od garnka (należy uważać, żeby się nie przypaliło!). Całkowicie ostudzić. Ostudzone ciasto wymieszać łyżką z jajkami.
Na blaszkę wyłożoną papierem wyciskać 2-3 cm kółka (ja wykładałam je łyżeczką do herbaty).Piec w temperaturze 200C przez 20 minut. Ostudzić na kratce, a następnie lekko naciąć nożem, robiąc miejsce na nadzienie.
Składniki na krem:
600 ml mleka
kilka kropel olejku różanego
szczypta czerwonego barwnika spożywczego w proszku (odrobina, dosłownie na czubku małej łyżeczki)
6 żółtek
80 g cukru
40 g mąki pszennej
40 g mąki ziemniaczanej
Mleko zagotować. Doprowadzić do wrzenia i natychmiast odstawić na bok. Wymieszać z olejkiem różanym i barwnikiem spożywczym.
Cukier utrzeć do białości z żółtkami. Dodać przesiane mąki. Miksować do uzyskania gładkiej pasty. Pastę stopniowo wlewać do mleka. Dokładnie wymieszać, żeby nie było grudek. Postawić na palnik i zagotować na średnim ogniu, nie przestając mieszać. Gotować około minuty, aż krem zgęstnieje. Przykryć folią aluminiową, tak żeby dotykała kremu (żeby nie zrobił się kożuch) i całkowicie ostudzić.
Dodatkowo:
100g rozpuszczonej gorzkiej czekolady
Ostudzone ptysie nadziewać ostudzonym nadzieniem, szprycą albo łyżką. Układać na paterze, polewając ptysie rozpuszczoną czekoladą. Starać się ułożyć je w kształt małej piramidy. Schłodzić w lodówce przez kilka godzin.
Smacznego!
łaaał!
OdpowiedzUsuńjestem pod wrażeniem ;]
http://www.karmel-itka.blogspot.com
http://www.slodkakarmel-itka.blogspot.com
Rewelacyjnie wyglądają te ptysie i zapewne obłędnie smakują :) pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńDziękuję! Smakują naprawdę świetnie. Woda różana nadaje im ciekawego smaku, który wbrew pozorom jest dość delikatny i nie dominuje nad całością.
UsuńPorwałaś się na croquembouche? Respect!
OdpowiedzUsuńTo moje pierwsze podejście i jestem bardzo zadowolona z efektu, bo wyszły naprawdę przesmaczne i wbrew pozorom wcale nie są trudne do zrobienia. Następnym razem spróbuję zbudować dużą wieżę sklejoną karmelem i zobaczymy co z tego wyjdzie ;)
UsuńJa bym je nazwała "francuskie pocałunki", bo wyglądają właśnie tak, obłędnie i rozkosznie :)
OdpowiedzUsuńBardzo podoba mi się ta nazwa ;) Aż ją dopiszę do opisu przepisu, bo faktycznie pasuje idealnie.
UsuńChyle czola - pieknie wyszlo!
OdpowiedzUsuńta słodka alternatywa wygląda pięknie!
OdpowiedzUsuńBoskie pączuszki,bardzo fajne zestawienie smaków! Lubię takie alternatywy:-)
OdpowiedzUsuńTo raczej ptysie, a nie pączusie :) Ale i tak najważniejsze jest to, że są smaczne.
UsuńSą śliczne! przepis zdecydowanie do wypróbowania:)
OdpowiedzUsuńBoskie Fuchsio!:) W ogóle jak tę nazwę czytam to juz mi smakuje. Pięknie wygląda!
OdpowiedzUsuńPozdrowienia:)
Dziękuję, Majano! :) Faktycznie nazwa brzmi zachęcająco ;)
UsuńHm... będę musiał pokombinować nad wykonaniem tego w wersji light ;) Zobaczymy czy się uda - trzymać kciuki!
OdpowiedzUsuńMoże wypróbuj nadzienie na bazie ricotty? Albo różane albo np. z nutą cytrynową? Powinno być delikatne, smaczne i zdecydowanie mniej kaloryczne. Trzymam kciuki, żeby się udało coś wykombinować :)
Usuńskad wziac taki olejek?
OdpowiedzUsuńZ tego co się orientuję, taki olejek można kupić w sklepach sieci Marks&Spencer i delikatesach Bomi oraz Piotr i Paweł (w Piotrze i Pawle widziałam zarówno wodę różaną, jak i z kwiatów pomarańczy na dziale z różnymi octami itd). Na pewno można poszukać także w sklepach z kuchniami świata. Sprawdź też w aptekach, tylko upewnij się, czy woda różana nie będzie miała dodatku gliceryny (dodaje się ją do kosmetycznej wody różanej), bo wtedy nie nada się do celów spożywczych...
UsuńA moze daloby radę z konfiturą różaną cos zdzialac zamiast olejku ?
UsuńMyślę, że można by do każdego ptysia wkładać odrobinę konfitury różanej - połowę łyżeczki, a na to zwykły, waniliowy crème pâtisserie. W ten sposób smak róży wciąż byłby wyczuwalny. Hm, sama jestem bardzo ciekawa takiej wersji!
UsuńTylko, że w tej wersji należy zmniejszyć ilość cukru w kremie (do 50-60g), żeby całość nie wyszła przesłodzona.
Usuń