Wielokrotnie pytaliście mnie, jakie danie przygotowałam na casting do programu Masterchef i uznałam, że danie jest na tyle godne uwagi, że podzielę się z Wami przepisem. Za nazwą coda alla vaccinara kryją się ogony wołowe duszone w winnym sosie. Ale jak to...ogony?! Tak, tak. To bardzo dobre i wyjątkowo niedoceniane mięso. Idealnie nadaje się do powolnego duszenia, po którym wręcz odchodzi od kości i jedząc, nie trzeba nawet używać noża. Ogony nie są tłuste, a mięso jest delikatne w smaku. Ciężko je kupić, ale jeśli zapytacie rzeźnika na stoisku z wołowiną i cielęciną, to na pewno przywiezie Wam je na zamówienie. Nie zrażajcie się tym, że to ogon - w końcu to po prostu mięsko otaczające kość (bez skóry!), takie jak każde inne, np. golonka albo karczek.
Ogony według tego przepisu są przyrządzone na sposób włoski. Bazą sosu jest klasyczne soffritto, u mnie z dodatkiem pancetty. Swój głęboki smak sos zawdzięcza dodatkowi czerwonego wina i dużej ilości pomidorów. Nie mogło w nim także zabraknąć świeżych ziół.
Danie robi się bezproblemowo, ale długo. Ogony muszą się dusić minimum 3h. I najlepiej jeśli przygotujecie je dzień wcześniej, bo z dnia na dzień jedynie zyskują na smaku.
Ogony podałam z zielonymi kopytkami z bobu, na które przepis znajdziecie tutaj. Dodałam do nich odrobinę świeżej bazylii i mięty. Świetnie komponowały się z sosem.
Jury Masterchef było bardzo zdziwione (w pozytywnym sensie), że zdecydowałam się na przyrządzenie takiego dania i wykorzystanie tego rodzaju mięsa. Jestem zdecydowanie zwolenniczką wykorzystywania mniej popularnych, ale równie smacznych, mięs, które są dużo tańsze niż bardziej popularne kawałki (ogony kosztują około 10 zł za kg). Jury stwierdziło też, że to bardzo "męskie" danie i nie spodziewali się tego po drobnej dziewczynie w białej koronkowej sukience ;) Cóż, pozory mylą ;)
Składniki (na 4-5 porcji)
- 1,5 kg ogonów wołowych
- 3 łodygi selera naciowego (+ trzy łyżki posiekanej naci)
- 2 średniej wielkości marchewki
- 1 duża cebula
- 200 g wędzonego boczku/pancetty
- 4 duże ząbki czosnku
- 2 szklanki czerwonego wytrawnego wina
- 3-4 szklanki bulionu wołowego
- 1 kg świeżych pomidorów (albo dwie puszki pomidorów)
- 1 gałązka świeżego rozmarynu
- 1 gałązka świeżego tymianku
- 3 listki świeżej bazylii
- gałązka świeżego oregano
- pół łyżeczki świeżo mielonego pieprzu
- łyżeczka soli
- 4 łyżki oliwy
do podania:
- starty parmezan
- kopytka z bobu (przepis tutaj) albo klasyczne ziemniaczane gnocchi
Ogony wołowe, pokrojone w tzw. "bębenki", dokładnie umyć i oczyścić z tłustych przerostów. Osuszyć i oprószyć 1/4 łyżeczki pieprzu i 1/4 łyżeczki soli. W dużym rondlu/garnku żeliwnym rozgrzać oliwę. Obsmażyć mięso z każdej strony, aż ładnie zbrązowieje. Wyjąć z garnka i odstawić na bok.
Przygotować soffritto - bardzo drobno pokroić obraną marchewkę, selera naciowego wraz z nacią, czosnek i cebulę. Dodać na patelnię wraz z drobno pokrojonym boczkiem. Podsmażać na średnim ogniu przez około 10 minut. Pomidory sparzyć, obrać ze skórki i drobno posiekać, a następnie dodać do garnka wraz z winem i bulionem (na początku polecam dodać 3 szklanki, a potem podlewać pozostałą szklanką). Dodać świeże zioła, lekko posiekane. Gotować na średnim ogniu przez około 10 minut, aż sos się lekko zredukuje.
Do garnka z powrotem przełożyć mięso. Zagotować i zmniejszyć ogień. Przykryć i dusić na bardzo małym ogniu przez 3h. Po tym czasie wyjąć z garnka mięso. Zwiększyć ogień i gotować sos przez 20 minut, aż się zredukuje. Następnie lekko zmiksować sos - tak, żeby tylko lekko go zagęścić, ale żeby wciąż pozostały w nim kawałki warzyw i boczku. Włożyć z powrotem mięso i dusić na małym ogniu przez jeszcze 15 minut. Danie można podawać od razu, ale najlepiej smakuje po ponownym podgrzaniu następnego dnia (należy podgrzewać danie powoli, na niewielkim ogniu).
Podawać z kopytkami z bobu albo klasycznym ziemniaczanym gnocchi, lekko oprószone świeżo startym parmezanem albo innym twardym serem.
Smacznego!


Podziwiam pomysłowość! :)Nigdy chyba bym nie wpadla na to, żeby przyrządzić jakieś danie z ogonów wołowych! :) Bardzo jestem ciekawa smaku, chyba zapytam u rzeźnika, u którego zaopatruję się w mięsko czy takie ogony dla mnie przyniesie, ale skoro specjalnie dla mnie ubija króliki czy też dostarcza mi świeżą pyszną jagnięcinę, to z ogonami wolowymi pewnie nie powinno być problemu. :) pozdrawiam serdecznie!
OdpowiedzUsuńOgony tak naprawdę smakują jak inne, "kleiste" części wołowiny, np. pręga. Koniecznie wypytaj rzeźnika :)
UsuńChyba niechcący napisałam komentarz do tego posta pod postem z kopytkami. ;)) przepraszam za zamieszanie! :)
OdpowiedzUsuńIntrygujące, pewnie miałabym sporo wątpliwości przed skosztowaniem tego dania, od dziecka bałam się takich kombinacji, dopiero odkąd sama zaczęłam gotować, próbuję niemal wszystkiego.
OdpowiedzUsuńAleż nie ma się czego obawiać! :) To nie są podroby, tylko zwykły kawałek mięska z kością
UsuńWybrałaś świetne danie do podgrzewania i transportu! A ogony z przyjemnosćią bym zjadła, bardzo je lubię :-)
OdpowiedzUsuńWłaśnie o tych aspektach - podgrzewaniu i transporcie - myślałam, robiąc to danie ;) Szczególnie, że z Łodzi do Krakowa jest kawałek drogi
Usuńno, no... pyszne danie!
OdpowiedzUsuńInteresujące danie. Aż nabrałam ochoty by tych ogonów spróbować. Szczególnie mi się podobają Twoje zielone kopytka. Co za kolor! :)
OdpowiedzUsuńMiłej niedzieli Fuchsio,
Edith
Zielone kopytka są naprawdę super! Spróbuj kiedyś - wyśmienicie smakują polane masełkiem ziołowym i posypane świeżo startym parmezanem albo nawet naszym rodzimym oscypkiem :)
Usuńwykwintne danie!
OdpowiedzUsuńA ja ci powiem, że chętnie bym to zjadła. Nie jadłam chyba ogonów, bo nie było okazji, ale - tak jak piszesz - to po prostu kawałek kości z mięsem, jak każdy inny.
OdpowiedzUsuńSzczerze życzę ci powodzenia w konkursie!
Jak będziesz miała kiedyś okazję, to spróbuj. Naprawdę bardzo dobre, lekko kleiste mięsko i w dodatku za rozsądną, jak na wołowinę, cenę.
UsuńDzięki!
O kurcze, jesli z tym daniem nie przejdziesz dalej, to polski master chef bedzie do d...!
OdpowiedzUsuńTrzymam kciuki, odwazna i moim zdaniem dobra propozycja na casting.
Dziękuję! Niestety to program telewizyjny, więc nie liczą się tylko zdolności kulinarne i smak potrawy, ale także osobowość. A jako, że to reality show, to na pewno szukają konkretnych typów osobowości. Ja niestety nie mogłam opowiedzieć komisji żadnej ckliwej historii ani nie zaczęłam wybuchać złością po dziwnych pytaniach... :) Mam nadzieję, że przejdę, ale zobaczymy!
UsuńZachęciłaś mnie do eksperymentów z ogonami wołowymi, jutro się rozejrzę za nimi i chętnię spróbuję. Odważne danie, ale widać, że dosmakowane i ładnie podane, szkoda by było go nie docenić :) Ale wiadomo, jak to z tego typu prgramami bywa, większość osób, która przejdzie dalej pewnie nie wiele wie o gotowaniu, za to robi show
OdpowiedzUsuńZobaczymy jak to będzie :) Na castingu było widać, że szukają konkretnych osobowości. Jury moje danie bardzo smakowało, więc jeśli nie przejdę, to znaczy, że nie nadaję się do telewizji, hehe ;)
UsuńKoniecznie zrób kiedyś coś z ogonów!
Extra. Mam nadzieje, ze jury okaze sie sprawiedliwe i doceni takie oryginalne i pysznie sie prezentujace danie. Jasne, ze liczy sie osobowosc, ale powinni tez brac do takich programow osoby, ktore faktycznie wiedza cos o gotowaniu, a nie tylko robia dobre show. Pozdrowienia
OdpowiedzUsuńLada dzień się okaże :) Jak się nie uda, to trudno! Nie ukrywam, że bardzo bym chciała przejść dalej, ale z drugiej strony nie mam tak wielkiego parcia na szkło... :)
UsuńAle świetne! Powodzenia:)
OdpowiedzUsuńBardzo lubie zupe z wolowych ogonow, choc przygotowuje sie ja dluuuugo. Mysle, ze i to danie mogloby mi zasmakowac!
OdpowiedzUsuńZupa jest świetna! Przymierzam się do niej i pewnie kiedyś ją zrobię
Usuń