Usytuowana w modernistycznym budynku Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina na przeciwko pałacu Ostrogskich, Tamka 43 wydaje się być skazana na serwowanie przaśnych dań, budujących stereotypowy obraz kuchni polskiej wśród zagranicznych turystów, odwiedzających muzeum. Nic z tych rzeczy. Chef kuchni, Robert Trzópek, rzeźbi na talerzu dania, których nie można nazwać ani staropolskimi ani ciężkimi, a fakt, że po 7-daniowej kolacji degustacyjnej nie wyszłam zapchana mówi sam za siebie. Tamkę 43 opuściłam ze wspomnieniem prawdziwej burzy smaków, zaprezentowanej w eleganckiej, nowoczesnej i wręcz minimalistycznej formie. Każde z zaserwowanych dań było na swój sposób wyjątkowe:
Prawdziwa bomba smaków zamknięta w małym słoiczku, w której widać wyraźną inspirację popularną bubble tea. Jako, że nie przepadam za silnym aromatem imbiru, dla mnie całość była nieco zbyt intensywna. Wmawiam sobie jednak, że imbirowa terapia była konieczna, by nieco oczyścić moje kubki smakowe przed rozpoczęciem właściwej degustacji.
Świetna restauracja z fatalnym pieczywem - niesmacznymi bułkami i chlebem przypominającym supermarketowe twory typu fitness o dwóch latach przydatności do spożycia. Rozumiem, że pieczywo jest tylko "czekadełkiem", ale wolałabym czekać na danie główne, zagryzając smaczny chleb. Duży minus. Pieczywo podobno jest wypiekane na miejscu. Nie jestem ekspertem, ale upiekłam setki chlebów, a ten serwowany w Tamce 43 po prostu mi nie smakuje.
To bardzo niepozorne danie było najsmaczniejszą pozycją wieczoru. Swojskie ziemniaki w połączeniu z lekko orzechowym smakiem topinambura i żółtkiem rozlewającym się po całym talerzu idealnie trafiły w mój gust. Cóż, to kolejne potwierdzenie zasady, że w prostocie tkwi siła.
To jedyne danie wieczora, na temat którego mam mieszane uczucia. Bardzo dobrze przyrządzony przegrzebek został według mnie przyćmiony zbyt dużą ilością ciężkiego risotto. Wciąż nie wiem też czy smakowało mi połączenie owoców morza i pasiflory. Po pierwszym kęsie byłam zachwycona, ale potem mój entuzjazm malał wprost proporcjonalnie do ubytku dania na talerzu.
Ryba przygotowana metodą sous vide zachowała dużo soczystości, a jej mało wyrazisty smak dobrze zrekompensował lekko słonawy kurz z anchovies i sos umami o intensywnym sojowym aromacie.
To danie jest moim numerem dwa kolacji i jedynym, podczas jedzenia którego żałowałam, że mam przed sobą jedynie niewielką porcję degustacyjną. Soczysta perliczka, słonawa wędzona gęś, palone masło i mocno imbirowy rabarbar stworzyły świetną kompozycję smakową. Przyznam się jednak, że o tym, że truskawka była wędzona dowiedziałam się dopiero, pisząc tę recenzję, gdy przeczytałam menu degustacyjne na stronie internetowej restauracji. Cóż pewnie mam zbyt słabo rozwinięte kubki smakowe, by wyczuwać takie niuanse... ;)
Deser, który niespodziewanie pojawił się jako przerywnik między daniami głównymi. Bardzo dobry zabieg, który sprawił, że nie znudziliśmy się wytrawnymi smakami. Deser był bardzo orzeźwiający. Lekki jak chmurka sorbet z czerwonych pomarańczy dobrze kontrastował z chrupiącym, karmelowym płatkiem, którego smak przywiódł mi na myśl tzw. brandy snaps.
Królik z marchwią, naturalnym jogurtem i oliwą szczypiorkową
To chyba najbardziej soczysty królik, jakiego miałam okazję jeść. Wszyscy ci, którzy kiedykolwiek próbowali zmierzyć się z przygotowaniem królika w domu wiedzą o czym mówię. Swoją delikatność mięso zawdzięcza królującej w kuchni Roberta Trzópka metodzie sous vide. Na talerzu pojawiła się także przygotowana na dwa sposoby marchew (pieczona i surowa), kwaskowaty jogurt naturalny, oliwa szczypiorkowa o pięknym, zielonym kolorze oraz kurz z suszonych grzybów.
Pasternak z migdałami i lodami szafranowymi

Drugi deser okazał się najbardziej zaskakującą potrawą wieczoru. Moi stali czytelnicy pewnie wiedzą, że nie przepadam za warzywami korzeniowymi i do tej pory nikt nie przekonał mnie bym dobrowolnie zajadała się selerem, czy pietruszką. Kiedy kelner postawił przede mną deser z pasternakiem gotowanym w kardamonie w roli głównej, rzuciłam nerwowe spojrzenie swojemu towarzyszowi, po cichu planując co zrobić z tym fantem. Nie chciałam poddać się bez walki i spróbowałam jeden kęs. Potem drugi, trzeci, czwarty i zanim się obejrzałam wymiotłam wszystko, co znajdowało się na talerzu - rzeczony pasternak z nutą kardamonową, migdałową śmietankę, karmelizowane orzechy laskowe, kremowe lody szafranowe i kwaśne zielone jabłuszko. Smak tego deseru tak utkwił mi w głowie, że nie zdziwię się, jeśli któregoś dnia wrócę do domu z siatką pełną pasternaku.

Drugi deser okazał się najbardziej zaskakującą potrawą wieczoru. Moi stali czytelnicy pewnie wiedzą, że nie przepadam za warzywami korzeniowymi i do tej pory nikt nie przekonał mnie bym dobrowolnie zajadała się selerem, czy pietruszką. Kiedy kelner postawił przede mną deser z pasternakiem gotowanym w kardamonie w roli głównej, rzuciłam nerwowe spojrzenie swojemu towarzyszowi, po cichu planując co zrobić z tym fantem. Nie chciałam poddać się bez walki i spróbowałam jeden kęs. Potem drugi, trzeci, czwarty i zanim się obejrzałam wymiotłam wszystko, co znajdowało się na talerzu - rzeczony pasternak z nutą kardamonową, migdałową śmietankę, karmelizowane orzechy laskowe, kremowe lody szafranowe i kwaśne zielone jabłuszko. Smak tego deseru tak utkwił mi w głowie, że nie zdziwię się, jeśli któregoś dnia wrócę do domu z siatką pełną pasternaku.
Wystrój i serwis
Jako, że na wrażenia, jakie wynosimy z restauracji, składają się także inne aspekty poza jedzeniem, nie mogłabym nie wspomnieć o wystroju i serwisie. Ten pierwszy jest minimalistyczny i nowoczesny. Nie odwraca uwagi od jedzonych w restauracji potraw ani nie przytłacza nadętą, wymuszoną elegancją, jaką często można spotkać w polskich lokalach. Serwis był taki jak być powinien - dyskretny, profesjonalny, dobrze mówiący po angielsku i potrafiący odpowiedzieć na pytania odnośnie serwowanych dań.
Podsumowanie
Jak widzicie, o jedzeniu w Tamce 43 można by pisać i pisać. To wszystko dlatego, że jest naprawdę pełne smaku, dopracowane w każdym calu i pięknie podane. Mimo, że każde z zaserwowanych nam dań było zupełnie inne, widać w nich pewnego rodzaju spójność i temat, który cicho się w nich przewija. Tym tematem jest osobowość chefa kuchni i jego styl gotowania. Właśnie tym, między innymi, ujęła mnie Tamka 43 - nie zjecie tam dań robionych jak na taśmie produkcyjnej przez kucharzy ślepo podążających za recepturami.
Nazwa restauracji: Tamka 43
Adres: ul. Tamka 43, Warszawa
Cena menu degustacyjnego składającego się z 7 dań: 250 zł/os.
Karta win: bardzo bogata, zawierająca wina w każdej grupie cenowej (od 120 zł za butelkę wzwyż)
Jedzenie: 8.5/10
Serwis: 9/10
Wystrój: 9/10
Stosunek jakości do cen: 10/10









a czy to jakiś wpis sponsorowany ?
OdpowiedzUsuńSkąd ten tytuł ?
posiłki dopracowane, ale pieczywo stare !
z 10 alternatyw tej knajpy mogłabym podać.
pozdrawiamy serdecznie
Tapenda
Nie, nie jest to wpis sponsorowany. A Tamka 43 została wyróżniona tytułem najlepszej restauracji w Polsce podczas Poland 100 Best Restaurants 2012. Czy słusznie, to już kwestia dyskusyjna i nie będę tego oceniać, bo nie jadłam w wystarczająco dużej ilości polskich restauracji. Po namyśle zmieniam tytuł, żeby nie był mylący.
UsuńTo znaczy, że się popsuło. Albo, ach, snoby, za jedne cztery stówki dostaniecie średnie wina zachwalane nieprzeciętnie, dość różne potrawy namolnie objaśniane i namolną muzykę od około 19.30 i podoba Wam się to.
UsuńFajna recenzja, którą dobrze się czyta. Dania wyglądają wyśmienicie. Szkoda, że pieczywo było niedobre
OdpowiedzUsuńDziękuję!
UsuńBardzo ciekawe dania. W Tamce jeszcze nie byłam, ale w końcu się wybiorę, bo sądzę, że warto. Szkoda, że pieczywo nie było smaczne - na zdjęciu faktycznie wygląda na stare i wyschnięte :/ Dobrze, że jedzenie nadrabia smakiem, jak i wyglądem.
OdpowiedzUsuńZ pozdrowieniami,
E.
Jeśli będziesz miała okazję, to koniecznie się wybierz. Na pewno warto. Pieczywo zawiodło, ale serwowane dania to zrekompensowały.
Usuńbyłam tam raz niestety tylko o i jadłam pyszne risotto truflowe... smaku tego dania nigdy nie zapomnę ach...
OdpowiedzUsuńJesteś którąś z kolei osobą, wspominającą mi o tym risotto :) Koniecznie muszę go spróbować.
UsuńInteresujące połączenia, choć to nie moje smaki :)
OdpowiedzUsuńTo zdecydowanie moje smaki :)
UsuńPisz recenzje czesciej, bo bardzo fajnie sie je czyta. Chetnie dowiem sie o innych smacznych albo niesmaczych miejscach.
OdpowiedzUsuńZ recenzjami jest tak, że nie często mam czas jadać "na mieście", a co za tym idzie zbierać materiały. Postaram się jednak dodawać je częściej. Dziękuję za miły komentarz
Usuń250 zł/os i jakość do ceny 10/10? litości
OdpowiedzUsuńOwszem, wg mnie serwowane tam jedzenie jest tego warte.
UsuńNie mogę milczeć czytając wiele wpisów na pozornie banalny temat. Naprawdę ktoś na poważnie pisze o tym widocznym na zdjęciu pieczywie, że nie jest świeże? I że to właśnie wynika ze zdjęcia? Litości, nie kompromitujcie się ludzie. To pieczywo jest wybitnie smaczne, wyśmienite i co najważniejsze zdrowe. Jeżeli ktoś lubi buły i białe pieczywo to już inna sprawa. To ma ziarna i jest ciemne. razowe, ale nie tylko. Co właśnie widać. Dobrze przygotowane. Zupełnie niezależnie od zdjęć dodam, że kojarzę to właśnie konkretne pieczywo z wizyty w opisywanej restauracji (szczególnie to dobrze widoczne z początkowych zdjęć) gdyż sam je jadłem i było rewelacyjne. Dziękuję.
OdpowiedzUsuńNie lubię buł i białego pieczywa - wręcz przeciwnie, zawsze wybieram pieczywo pełnoziarniste, najlepiej na zakwasie. Od lat piekę chleb w domu i nigdy nie kupuję kiepskiego pieczywa w marketach. Zdrowe i pełnowartościowe pieczywo może również wilgotne w środku, nie musi być suche i zbite. Poza tym nie sądzę, żeby przedstawiona na zdjęciu bułka była zdrowa, to właśnie taka typowa "buła". Nie napisałam również, że chleb był nieświeży, tylko, że mi nie smakował, a to zupełnie coś innego. Nie możesz kwestionować tego, że coś mi nie smakowało, gdyż jest to zupełnie subiektywna opinia. Swoją drogą mojej osobie towarzyszącej pieczywo również nie smakowało. Serwowane w restauracji dania były świetne same w sobie i napisałam to w recenzji, więc jasno widać, że nie mam intencji naginać prawdy, na siłę chcąc napisać negatywną opinię. Napisałam to co myślę.
Usuń