piątek, 14 czerwca 2013

Zjeść 34 dania w 3 dni? No problem! (relacja z FDS w Łodzi)

W dniach 6-9 czerwca w Łodzi odbyła się jubileuszowa, dziesiąta, edycja Festiwalu Dobrego Smaku,tematem przewodnim festiwalu było kino, więc biorące w nim udział lokale musiały przygotować potrawę inspirowaną jakimś filmem. Nie zabrakło arcydzieł, które na stałe wpisały się do historii kina (np."La dolce vita", "Ojciec chrzestny"), akcentów typowo łódzkich ("Ziemia Obiecana"), bajek i filmów dla dzieci ("Ratatouille", "Garfield", "Harry Potter"), seriali ("Allo allo", "Seks w wielkim mieście"), czy dobrze znanych hitów kinowych (np."Kill Bill", "Volver"). Temat przewodni z pewnością był ciekawy i pozostawił restauracjom i kawiarniom duże pole do popisu. 

Ta edycja festiwalu była o tyle wyjątkowa, że udało mi się odwiedzić prawie wszystkie restauracje i kawiarnie festiwalowe, a było ich łącznie 34. Nie byłoby to możliwe, gdyby nie towarzystwo moich drogich Atomówek (Asi, Pauliny i Ewy), które wraz ze mną dzielnie maszerowały, degustowały, fotografowały i komentowały, idąc za ciosem i całkowicie poddając się "łódzkiemu stanowi umysłu" :) Dziewczyny - dziękuję Wam za wspaniały czas spędzony w czasie festiwalu! Oby przed nami było jeszcze więcej wspólnych przygód!



Wracając do relacji i tego co jest w niej najważniejsze, czyli jedzenia festiwalowego - jak mi smakowało? Nie jestem w stanie udzielić jasnej odpowiedzi na to pytanie, bo dania prezentowane przez różne lokale znacznie różniły się poziomem. Były dania smaczne i ładnie podane, ale także takie, które okazały się ogromnym rozczarowaniem. Były potrawy, które jadłam dwukrotnie (Kill Bill Roll w Ato Sushi), mimo kilkukrotnego przekroczenia sugerowanych dziennych limitów żywieniowych dla przeciętnego człowieka, ale także takie po zjedzeniu, których było mi szkoda miejsca w brzuchu, które na nie zmarnowałam. Warto także napomknąć, że niestety nie wszystkie restauracje i kawiarnie podołały zadaniu obsłużenia wszystkich gości, bo w wielu miejscach notorycznie brakowało dań festiwalowych. Co prawda ta edycja festiwalu cieszyła się dużo większym zainteresowaniem niż ubiegłoroczna, ale moim zdaniem wiele rzeczy można było lepiej zorganizować i szybciej zareagować, dostosowując się do zaistniałej sytuacji (czyt. po pierwszym dniu festiwalu).


Zdaniem jurorów najlepsze kawiarnie festiwalowe to:

I miejsce – Mebloteka YELLOW
II miejsce – Kawiarnia Zbożowa
III miejsce – Klubokawiarnia Pani Cupcake

A najlepsze restauracje to:
I miejsce – Ato Sushi
II miejsce – Street Art Deluxe
III miejsce – Big Betty
Najsympatyczniejsza obsługa : Servantka

Jakie były moje wrażenia? Zapraszam do lektury! 




RESTAURACJE



Amarant
Pieczona polędwiczka wieprzowa ciotki Petunii podana na zapiekance ziemniaczanej z fasolkami Bertiego Botta w formie sferycznego Ravioli
Ocena: 2/6

Opis dania brzmi ambitnie i interesująco, ale rzeczywistość była mniej kolorowa - zważony sos w zapiekance ziemniaczanej, przytłoczony nadmiarem gałki muszkatołowej i sferyczne ravioli, które docierają do gości w formie plam na talerzu. Potwierdza się stara, dobra reguła, że czasem mniej znaczy więcej, szczególnie jeśli chce się wydawać setki dań dziennie w przyzwoitym tempie i zachowując pewien standard. Do tego restauracja była na jakiś czas niedostępna dla gości festiwalowych z powodu organizacji imprezy zamkniętej. Nie polecam.




American bull
Godfather Burger
Ocena: 1/6

Słusznych rozmiarów, ale kompletnie niedoprawiony kotlet podany w przyzwoitej bułce i z sosem tysiąca wysp, udającym wspomniany w opisie dania sos pieprzowy. Don Corleone powiedziałby "Spójrz jak zmasakrowali mi burgera".




Ato Sushi
Kill Bill Roll
Ocena: 5/6

Danie, które w tym roku zdobyło podwójne pierwsze miejsce - zarówno w głosowaniu jury, jak i publiczności. Od momentu, w którym spróbowałam festiwalową rolkę, bardzo im kibicowałam i cieszę się, że nie byłam w tym osamotniona. Połączenie marynowanej wołowiny, kremowego serka, sałaty, fioletowej bazylii i ostrej papryczki jalapenos okazało się strzałem w dziesiątkę. Ato Sushi należy dodatkowo pochwalić za jakość obsługi, która sprawnie poradziła sobie z ogarnięciem kolejki ludzi, ustawiającej się codziennie pod restauracją, dbając o to, żeby nikt nie wyszedł z niej zawiedziony.


Bierhalle
Stroganow w nowej odsłonie nie tylko z grzybkami
Ocena: 2/6

Danie z kategorii "otwórzmy lodówkę, sprawdźmy, co nam zostało z poprzedniego dnia i wrzućmy wszystko do jednego gara". W kuchni domowej akceptowalne i ekonomiczne, w kuchni restauracyjnej, startującej w festiwalu, rozczarowujące.



Big Betty Cocktail Bar & Restaurant
Kurczak ze śliwkami
Ocena: 4.5/6

Zdecydowanie jedno z najładniej podanych dań festiwalowych, sprawiające wrażenie przemyślanego i dobrze skomponowanego. Plus za wykorzystanie nowalijek, esencjonalny sos śliwkowy na bazie demi glace i smaczny smażony boczek nadziewany śliwkami, a także wykorzystanie elementów o różnych teksturach, w tym pianki. Dlaczego więc nie ocenię go wyżej? Mimo, że danie bardzo mi smakowało, zabrakło mi w nim czegoś, co sprawiłoby, że chciałabym tam wrócić i zjeść je po raz drugi (tzw. "wow factor"). Poza tym do tej pory nie wiem o jakim smaku była pianka i nie jestem w tym osamotniona ;)



Breadnia
Polowanie na Czerwony Październik
Ocena: 3/6

Nieco rozwodniony bogracz, który nie zrobił na mnie większego wrażenia - poszłam, zamówiłam, zjadłam kilka łyżek i wyszłam, zapominając o jego smaku przecznicę dalej.




Deseo Tapas Bar
Karmelowy przypływ - pieczony łosoś z ziemniaczanym purée i sałatką z buraka
Ocena: 2/6

To danie jest dla mnie największą zagadką tegorocznego festiwalu i kolejnym dowodem na to, że gusta są różne i nie powinno się o nich dyskutować. "Karmelowy przypływ", który zdobył drugie miejsce w głosowaniu publiczności, ja oceniłam jako jedną z najgorszych festiwalowych potraw. Malutki kawałek łososia polanego słodkim sosem z kawałkami skrystalizowanego cukru na puree ziemniaczanym z wasabi, w towarzystwie buraków kompletnie nie trafił w mój gust. Do tego doszła fatalna obsługa, nie znająca starej, dobrej zasady, że klientów obsługuje się w takiej kolejności, w jakiej wchodzą do lokalu.




Drukarnia Skład Wina i Chleba
Halibut grillowany w ziołach z paryczką chilli, podlany winem
Ocena: 4.5/6

Estetycznie podane i smaczne danie - kawałek dobrze przyrządzonej, delikatnej ryby w towarzystwie sosu cytrynowego i soczewicy z papryczką chilli. Smakowałoby mi jeszcze bardziej, gdyby chef nie był tak hojny podczas dodawania ksantanu do sosu.,, :)





Galicja
Popiół i Diament w Ziemi Obiecanej
Ocena: 4/6

Pomysłowe i przemyślane danie. Popiół z piernika z kawą, diament solny, żeberka, sos wiśniowy, olej pietruszkowy, sos paprykowy i mini-fondant ziemniaczany. Całość dobrze się zgrała nie tylko wizualnie, ale także smakowo. Do Galicji na pewno wrócę, mimo, że moje żeberko było za suche. 




Gejsza Sushi
Ziemia Obiecana
Ocena: 4/6

 Polędwiczka wieprzowa nadziewana rabarbarem w towarzystwie pieczonych ziemniaków i gruszek okazała się smacznym i ładnie podanym daniem. Zaskakującym o tyle, że zostało zaserwowane w sushi barze, po którym spodziewalibyśmy się jakiś rolek albo ewentualnie potrawy z azjatyckimi korzeniami. Zagadką pozostaje dla mnie związek między daniem a "Ziemią Obiecaną", która miała być dla niego filmową inspiracją.




House of Sushi
Błękitna Laguna – Okoń nilowy podany z egzotyczną sałatką owocową z orzechami nerkowca, daktylami i sosem cytrusowym z estragonem
Ocena: 2/6

Po zeszłorocznym festiwalu, podczas którego House of Sushi zachwycało łososiem w sosie teriyaki, oczekiwania odnośnie tego lokalu były duże. Obawiam się jednak, że restauracja im nie podołała, a jej tegoroczna propozycja okazała się wielkim rozczarowaniem. Dobrze przyrządzony okoń nilowy nie uratował bezpłciowego dania, jedząc które nie mogłam pozbyć się wrażenia, że ktoś poszedł na łatwiznę i po prostu otworzył puszkę z koktajlową mieszanką owoców i wyłożył ją łyżką na talerz, przy tym wszystkim zapominając o polaniu ryby sosem.




Kamari
Łódzka Gwiazda Udaje Greka
Ocena: 3.5/6

Poprawne, smaczne danie, w którym nie mam się do czego przyczepić, ale które równocześnie nie zrobiło na mnie żadnego wrażenia.



La strada
 La dolce Vita
Ocena: 1/6

Kiedy myślę o arcydziele Felliniego, ostatnią potrawą, jaka pojawia mi się przed oczami, jest pasztet na mdłej i suchej polencie posypany zwiędłymi kiełkami. Miało być słodkie życie, wyszedł koszmar z ulicy Piotrkowskiej.




Lili
Allo Allo – Zalotna Yvett
Ocena: 4/6

 Mocno korzenne danie o wielu elementach (piersi z indyka, pate z gęsich wątróbek, gratin marchewkowym, modrej kapuście, smażonym koperku, sosie owocowym) i jeszcze większej ilości intensywnych smaków (np. czarnuszki, anyżu, cynamonu). Jedzone osobno, wszystko poza rozgotowaną kapustą bardzo mi smakowało, ale nałożone na jeden widelec nie tworzyło spójnej całości. Ze wszystkich elementów dania najbardziej smakowało mi pate i gratin marchewkowe.


Piotrkowska Klub Zieliński i Syn
Ratatouille avec du poulet
Ocena: 1/6

Kiedy po 20 minutach oczekiwania na zamówione danie, na stole pojawia się przeciętne ratatouille w towarzystwie kilkucentymetrowego kawałka kurczaka i nasiąkniętych tłuszczem, mącznych placków ziemniaczanych, czym prędzej zabiera się torebkę i biegnie dalej, jedynie powtarzając sobie w głowie: "Nigdy więcej!". 




Pozytyvka
Lasagne Garfielda
Ocena: 3/6

Przyzwoity kawałek lasagne z dodatkiem warzyw (np. cukinii i marchewki), mięsa i sosu pomidorowego. Treściwe i "uczciwe" danie, które podczas festiwalu cieszyło się dużą popularnością.

Restauracja Kryształowa
Bitka obiecana w Łodzi nakręcana
Uwaga, uwaga - bitka serwowana w Restauracji Kryształowej to jedno z dwóch dań głównych, których nie udało mi się spróbować podczas festiwalu. Bardzo żałuję, bo podobno dawało radę.





Servantka
Pielmieni syberyjskie – pierożki z siekanym mięsem gotowane w bulionie wołowym
Ocena: 5/6

Do restauracji "Servantka", serwującej dania kuchni rosyjskiej, polskiej i ukraińskiej, wybierałam się już od jakiegoś czasu, ale zawsze było mi tam nie po drodze. Los rzucił mnie tam dopiero podczas festiwalu, a połączenie panującej tam dobrej aury, uroczej obsługi i smacznego, domowego jedzenia sprawiło, że do "Servantki" wrócę przy najbliższej okazji. Mimo, że festiwalowe pielmieni syberyjskie było po prostu talerzem uszek z mięsem i rosołem, podanych z kwaśną śmietaną, na pierwszy rzut oka wypadającym dość blado na tle bardziej wyszukanych propozycji innych restauracji, danie obroniło się smakiem. Było prosto i domowo. Bez zadęcia i nadmiernego kombinowania, które nie wyszło na dobre niektórym lokalom festiwalowym

.




Street Art Deluxe
Filet z pstrąga w ziołowej panierce z młodymi ziemniakami i zielonymi warzywami
Ocena: 5/6

Delikatny pstrąg podany w towarzystwie młodych ziemniaków i warzyw (pysznych karczochów!) smakował mi tak bardzo, że, mimo, że było to pierwsze danie, jakie zjadłam podczas tegorocznego festiwalu, do samego końca utrzymało się w czołówce mojego prywatnego rankingu. W głosowaniu jury restauracja zajęła drugie miejsce, a publiczność umiejscowiła ją na trzecim. Nic dziwnego - było smacznie, lekko i sezonowo.




Sushi Zielony Chrzan
Carskie Uramaki
Ocena: 2/6

 Carskie Uramaki, inspirowane "Anną Kareniną", okazało się naleśnikowym sushi z kawiorem, ogórkiem, łososiem i kremowym serkiem. Ilości łososia były śladowe, kawior niesmaczny, a całość przeszła bez większego echa.


Suzette
Naleśniki Julia & Julia
Naleśniki z wołowiną po burgundzku to drugie danie, którego nie udało mi się spróbować podczas festiwalu. Co począć, w chwili, w której moje towarzyszki degustowały naleśniki, ja wraz z Asią maszerowałam przez centrum Łodzi z wielką wiązanką zrobioną z festiwalowych balonów:)




Tari Bari
Ratatouille
Ocena: 2/6

Mimo, że ratatouille było smaczne i dobrze doprawione, obsługa lokalu sprawiła, że nie wspominam wizyty w nim z przyjemnością i na pewno do niego nie wrócę. Odniosłam wrażenie, że właścicielka miała gościom za złe to, że chcą zjeść danie festiwalowe, zajmując w lokalu miejsce ludziom z innej odbywającej się w tym samym czasie w łódzkiej OFF Piotrkowskiej imprezy, Fotofestiwalu. Minus także za to, że trzeba było mieć naprawdę duże szczęście, żeby załapać się na porcję dania festiwalowego, którego właścicielka, jak sama powiedziała, przygotowywała tylko 100 porcji dziennie.




The Mexican
Garcia muslito
Ocena: 1/6

Różowy i niebieski ryż oraz lekko surowe w środku pałki kurczaka w słono-glutaminianowej panierce. Pozwólcie, że komentarz zostawię w domyśle ;)






Titi
Przepiórki w płatkach róży
Ocena: 1/6

 Moi stali czytelnicy pewnie pamiętają moją zeszłoroczną recenzję restauracji Titi (klik), którą odwiedziłam wraz z innymi łódzkimi blogerkami. Część degustowanego jedzenia nam wtedy nie smakowała i napisałam o tym w swoim wpisie, na co ktoś z restauracji odpowiedział mi, że "szef kuchni miał akurat urlop" (?!?!). Dlaczego o tym wspominam? Otóż kiedy zjawiłyśmy się w Titi podczas festiwalu, obsługująca nas pani przywitała nas słowami "podkładki są teraz inne", nawiązującymi do mojej zeszłorocznej recenzji, w której napisałam, że bardzo podobały mi się podkładki pod jedzenie. Cóż, powinnam czuć się jak miejscowa celebrytka - po roku wchodzę do restauracji, a obsługa natychmiast mnie poznaje... ;)

Wracając do dania festiwalowego, nie smakowało mi. Przepiórki były niedoprawione, tak samo jak puree z selera i sos, a całość tworzyła bardzo ciężką i "płaską" kombinację. Nie wiem jak danie smakowałoby, gdybym zjadła je z tytułowymi płatkami róż, ale kwiatów na talerzu nie tknęłam, bo identyczne stały w wazonie na stole i obawiałam się, że pochodzą z tego samego źródła...

Podsumowując - może i podkładki pod talerze są nowe, ale szef kuchni chyba nadal jest na urlopie.


Zaraz Wracam
Tres Gazpachos – gazpacho andaluzyjskie, Ajo Blanco i Porra Antequerana
Ocena: 3/6

Jeśli podczas festiwalu zwyciężyć miałaby restauracja, która była do niego najlepiej przygotowana jeśli chodzi o wystrój i która najbardziej wzięła sobie do serca jego temat, z pewnością wygrałoby Zaraz Wracam. Lokal, w którym danie było inspirowane filmem "Volver", na cztery festiwalowe dni zamienił się w prawdziwe królestwo Pedro Almodovara, pełne tematycznych plakatów i ulotek, a także projekcji filmów hiszpańskiego reżysera. Niestety jeśli chodzi o danie festiwalowe, było nieco gorzej. O ile gazpacho andaluzyjskie i Porra Antequarana były smaczne, o tyle trzeci z shotów, Ajo Blanco, sprawiał wrażenie skiśniętego.

KAWIARNIE




Pani Cupcake
Cupcake Sernikowy Brownie w wiśniowym dressingu i kawa cappuccino
Ocena: 2/6

Wielkie rozczarowanie w kategorii kawiarni. Nie wiem, czy trafiłam na felerną partię, czy babeczki po prostu takie były, ale ciasto czekoladowe, którego próbowałam miało konsystencję gniota. Masa sernikowa i kompot z wiśni były smaczne, ale nie uratowały nieudanego dołu. Plusa daję jednak za bardzo dobrą kawę z syropem wiśniowym.




Blikle
Wz-ka i czarna kawa
Ocena: 4/6

Mimo, że ciasto nie wygląda jak tradycyjna W-Ztka, w smaku było dobre. Dobrze nasączone kakaowe blaty były przełożone lekkim kremem, który zastąpił klasyczną bitą śmietanę.


Czekolada Retro Cafe
Jabłecznik na kruchym cieście z cynamonem i bitą śmietaną i kawa
Ocena: 2/6

Przyzwoita szarlotka została zniszczona przez kogoś, kto wsadził ją do mikrofalówki, w której ciasto się zaparzyło.
Mebloteka Yellow
Poisoned apple & Prince Kissing, czyli czarna kawa z mleczną pianką i grenadyną
Ocena: 5/6

Deser w Meblotece Yellow okazał się wielkim zaskoczeniem. Niepozornie wyglądające jabłko kryło w sobie świetny sorbet limonkowo-bazyliowy z dodatkiem trawy cytrynowej i sos malinowy. Petarda! Dodam jeszcze, że jabłka były tak dobre same w sobie, że deser zniknął z talerza wraz z "opakowaniem" :) Dobrego wrażenia nie popsuła nawet średnia w smaku, choć ładnie wyglądająca kawa.


Kawiarnia Zbożowa
Waniliowa kiść i kawa firmowa – zbożowa orkiszowa
Ocena: 4/6

Lekko kwaskowata galaretka z czerwonych porzeczek połączona ze śmietaną, syropem różanym i ciastkiem zbożowym stworzyła przyjemną dla podniebienia kombinację. Nie mogę się jednak przekonać do firmowej kawy orkiszowej, której nie byłam w stanie wypić. Pewnie jest zdrowa i czyni cuda, ale ja zostanę przy  espresso ;)




Klubokawiarnia Kawalerka
Trufle Kangura Pantouf z espresso lub cappuccino
Ocena: 2.5/6

Z trzech trufli najbardziej smakowała mi ta z dodatkiem białej czekolady i wiórków kokosowych, choć i ona mnie nie zachwyciła. Pozostałe dwie - z chilli  i z mleczną czekoladą - nie były złe, ale nie wróciłabym na nie do Kawalerki, gdyby były w stałym menu. 

Nie spróbowałam deserów w Niebostanie, Foto Cafe 102 oraz Klubokawiarni Owoce i Warzywa, gdyż mimo wielu podejść i szczerych chęci zapoznania się z ich festiwalową propozycją, deserów już/jeszcze/niepotrzebne skreśl nie było.


Pisząc o festiwalowym jedzeniu, nie mogłabym nie wspomnieć o daniach, które na rynku Manufaktury w sobotę gotowali łódzcy blogerzy. Jako, że tego dnia nasza festiwalowa lista lokali do odwiedzenia pękała w szwach, a brzuchy nie pomieściłby ani grama jedzenia więcej, nie spróbowałam żadnego z przygotowywanych przez blogerów przysmaków. Mimo szczerych chęci nie zjadłam także śniadania przygotowywanego przez Atomówki, gdyż musiałabym przebić się przez dziki tłum wygłodniałych ludzi, ustawiających się w długiej kolejce po gofry, placki i omlety.


8 komentarzy:

  1. wow, jestem naprawdę pod wrażeniem, tego że udało ci się spróbować tyle dań :)
    Jako wegetarianka mogłam w tym roku wybrać się tylko do Tari Bari albo Zaraz wracam, ale po twoich ocenach wcale nie żałuję, że nie spróbowałam żadnego dania głównego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety wegetarianie mają nieco ograniczony wybór jeśli chodzi o dania główne w restauracjach. Nie masz czego żałować - ani Tari Bari, ani Zaraz Wracam nie zachwyciły

      Usuń
  2. moje zdanie znasz na ten temat, choć może Gejsza zasługuje na trochę więcej, na tle tych którzy dostali 4,5 :) no i mnie to tam nie było ... no trudno, mogę być towarzyszem widmo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To subiektywna ocena i moim zdaniem Gejsza zasługuje na właśnie tyle, ile jej dałam :)

      Usuń
  3. Świetna relacja Marta! Po prostu :) Kapitalnie oddałaś klimat zeszłego weekendu <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że relacja Ci się podoba!

      Usuń
  4. Jaka genialna relacja! I ja też dziękuję za ten weekend! Wspaniale się z Wami bawiłam, wspomnienia i wrażenia do końca życia :)) Love <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też wspaniale się bawiłam. Jeszcze raz dziękuję! <3

      Usuń

Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze
PS: Drogi Anonimie, proszę podpisz się imieniem albo nickiem!