Moskole są tradycyjnie jedzone na Podhalu, gdzie przywędrowały w czasie I wojny światowej wraz z rosyjskimi jeńcami. Tradycyjnie były pieczone w prymitywnym palenisku, a górale przygotowują je na niebyt rozgrzanej blasze pieca opalanego drzewem (z tego też względu zdecydowałam się na zrobienie moskoli w wersji bez tłuszczu, by chociaż pod tym względem zbliżyć się do oryginalnego sposobu ich przygotowania). Powstały w czasach, gdy nikomu nie przychodziło do głowy, by resztki ziemniaków z poprzedniego dnia wyrzucić do kosza.
Istnieje wiele przepisów na moskole - w niektórych dodaje się jajka, sodę oczyszczoną, mąkę kukurydzianą albo mąkę owsianą. Każdy jest na pewno wart uwagi i wypróbowania. Ja zdecydowałam się na wersję bez jajek, ale za to z maślanką i ani przez chwilę nie żałowałam swojego wyboru - moskole wyszły delikatne, puszyste i smakowały prawie tak dobrze jak te, którymi zajadałam się kiedyś na koloniach w Zakopanem, z tą różnicą, że tamte były podane z masłem czosnkowym.
Moje moskole serwowałam z greckim sosem tzatziki, który idealnie do nich pasował. Początkowo chciałam zjeść je z bryndzą albo, z wyżej wspomnianym, masłem czosnkowym. Potem jednak naszła mnie ochota na wypróbowanie takiego polsko-greckiego połączenia. I to był strzał w dziesiątkę, bo słodkie, mocno ziemniaczane moskole dobrze komponowały się z czosnkowym, lekko kwaskowym sosem tzatziki. Myślę, że byłyby dobre także ze zwykłą, kwaśną śmietaną.
Polecam przygotowanie moskoli w wersji bez tłuszczu - placki są delikatne i puszyste, więc mogłyby łatwo nasiąknąć olejem, co na pewno w jakimś stopniu popsułoby ich smak i konsystencję.
Składniki:
(wg przepisu Atiny, tyle, że z mniejszą ilością mąki)
1kg ziemniaków
350g mąki
3/4 szklanki maślanki
sól i pieprz do smaku
Ziemniaki obrać i ugotować w osolonej wodzie. Odcedzić, ostudzić i zmiażdżyć łyżką albo tłuczkiem. Dodać mąkę i maślankę. Doprawić do smaku. Formować placuszki i smażyć na rozgrzanej patelni do czasu, gdy lekko zbrązowieją i nie będą "surowe" w środku. Polecam smażyć je w wersji bez tłuszczu na suchej patelni. Podawać z masłem czosnkowym, bryndzą (wersja typowo góralska) albo tak jak w mojej wersji - z sosem tzatziki.
Smacznego!
(wg przepisu Atiny, tyle, że z mniejszą ilością mąki)
1kg ziemniaków
350g mąki
3/4 szklanki maślanki
sól i pieprz do smaku
Ziemniaki obrać i ugotować w osolonej wodzie. Odcedzić, ostudzić i zmiażdżyć łyżką albo tłuczkiem. Dodać mąkę i maślankę. Doprawić do smaku. Formować placuszki i smażyć na rozgrzanej patelni do czasu, gdy lekko zbrązowieją i nie będą "surowe" w środku. Polecam smażyć je w wersji bez tłuszczu na suchej patelni. Podawać z masłem czosnkowym, bryndzą (wersja typowo góralska) albo tak jak w mojej wersji - z sosem tzatziki.
Smacznego!
Uwielbiam tradycyjne moskole!
OdpowiedzUsuńSzczególnie dobrze smakują po nartach...
Ja zawsze jem z bryndzą.
Pozdrawiam,
SWS
uwielbiam te placuszki, często je jemy w domu, ale najchętniej to jednak na stoku :))
OdpowiedzUsuńO moskole sa przepyszne! :)
OdpowiedzUsuńJadłam je w Zakopanym, a potem robiłam tez w domku, bardzo nam smakowały:))
Pozdrowienia:)
Nigdy nie jadłam i jak sądzę to błąd :)
OdpowiedzUsuńMoje smaki, choć nigdy tych placków nie jadłam. Wydaje mi się jednak, że przegrywają z plackami z surowych tartych ziemniaków. Tych ostatnich nic nie pobije :)
OdpowiedzUsuńMZ & Viridianka: Oj tak, najlepsze są po nartach :)
OdpowiedzUsuńMajana: Widzę, że wszyscy najpierw próbują ich w Zakopanem, a potem robią sami :)
Gosia: Zdecydowanie! Czas to zmienić
Lashqueen: Chyba muszę się z Tobą zgodzić, mimo, że moskole i tradycyjne placki ziemniaczane smakują zupełnie inaczej
nie miałam okazji, ale wydają się proste do zrobienia, więc będzie trzeba wypróbować :)
OdpowiedzUsuńPychotka!
OdpowiedzUsuń