"(...) Matka widząc, że mi jest zimno, namówiła mnie, abym się napił wbrew zwyczajowi trochę herbaty. Odmówiłem zrazu; potem, nie wiem czemu, namyśliłem się. Posłała po owe krótkie i pulchne ciasteczka zwane magdalenkami, które wyglądają jak odlane w prążkowanej skorupie muszli. I niebawem (...) machinalnie podniosłem do ust łyżeczkę herbaty, w której rozmoczyłem kawałek magdalenki. Ale w tej samej chwili, kiedy łyk pomieszany z okruchami ciasta dotknął mego podniebienia, zadrżałem, czując, że się we mnie dzieje coś niezwykłego. Owładnęła mną rozkoszna słodycz (...). Sprawiła, że w jednej chwili koleje życia stały mi się obojętne, klęski jako błahe, krótkość złudna (...). Cofam się myślą do chwili, w której wypiłem pierwszą łyżeczkę herbaty (...). I nagle wspomnienie zjawiło mi się. Ten smak to była magdalenka cioci Leonii.(...)"
M. Proust, "W stronę Swanna"
M. Proust, "W stronę Swanna"
Jeśli miałabym wybrać swoje ulubione danie, nie miałabym najmniejszego problemu - byłyby to klasyczne racuchy drożdżowe, obficie posypane cukrem pudrem. Mama zawsze smaży mi je, kiedy wracam do domu i gdy z niego wyjeżdżam, dlatego nieodzownie kojarzą mi się z przyjemnymi chwilami spędzonymi w rodzinnym gronie. Kiedy smażę je sama dla siebie, działają na mnie jak słynne Proustowskie magdalenki i z każdym kolejnym kęsem zalewają moją głowę co raz większą falą wspomnień, powodując prawdziwe sentymentalne tsunami. Może sekret racuchów tkwi właśnie w ich magicznej mocy przywoływania reminiscencji...
Nawet jeśli na Was smak racuchów drożdżowych nie działa tak jak na mnie, na pewno Wam posmakują - są puszyste, dobrze wyrośnięte i mocno drożdżowe w smaku. Jedzone na ciepło, wręcz rozpływają się w ustach. Proponuję Wam je jako alternatywę dla pączków i faworków - są zdecydowanie mniej praco- i czasochłonne, a mają w sobie coś z tłustoczwartkowej rozpusty.
Nawet jeśli na Was smak racuchów drożdżowych nie działa tak jak na mnie, na pewno Wam posmakują - są puszyste, dobrze wyrośnięte i mocno drożdżowe w smaku. Jedzone na ciepło, wręcz rozpływają się w ustach. Proponuję Wam je jako alternatywę dla pączków i faworków - są zdecydowanie mniej praco- i czasochłonne, a mają w sobie coś z tłustoczwartkowej rozpusty.
Składniki:
1/2 kg mąki pszennej
50g świeżych drożdży
szczypta soli
1,5 łyżki cukru
1,5 szklanki letniego mleka
1 jajko
cukier puder do posypania
opcjonalnie: jabłka/rodzynki/banany (dodajemy je do ciasta po tym jak wyrośnie, przed samym smażeniem)
Mąkę przesiać z solą, po środku zrobić wgłębienie, do którego wkruszyć drożdże. Zasypać cukrem i zalać 1/2 szklanki letniego mleka. Odstawić na 15 minut. Po tym czasie, dodać resztę mleka i jajko. Dokładnie wymieszać. Ciasto nie może być ani za rzadkie ani za gęste - gęstość należy regulować dodając dodatkową łyżkę mąki albo dolewając mleka (u mnie ciasto z podanych na liście składników proporcji miało idealną konsystencję). Odstawić na godzinę w ciepłe miejsce do wyrośnięcia.
Po tym czasie przygotować kubek z gorącą wodą, w którym należy maczać łyżkę przed nabieraniem ciasta na każdego racucha - dzięki temu ciasto ładnie odejdzie od łyżki. Smażyć z obu stron na rozgrzanym ogniu i lekko odsączać z tłuszczu na ręczniku papierowym. Przed podaniem posypać cukrem pudrem.
Smacznego!
1/2 kg mąki pszennej
50g świeżych drożdży
szczypta soli
1,5 łyżki cukru
1,5 szklanki letniego mleka
1 jajko
cukier puder do posypania
opcjonalnie: jabłka/rodzynki/banany (dodajemy je do ciasta po tym jak wyrośnie, przed samym smażeniem)
Mąkę przesiać z solą, po środku zrobić wgłębienie, do którego wkruszyć drożdże. Zasypać cukrem i zalać 1/2 szklanki letniego mleka. Odstawić na 15 minut. Po tym czasie, dodać resztę mleka i jajko. Dokładnie wymieszać. Ciasto nie może być ani za rzadkie ani za gęste - gęstość należy regulować dodając dodatkową łyżkę mąki albo dolewając mleka (u mnie ciasto z podanych na liście składników proporcji miało idealną konsystencję). Odstawić na godzinę w ciepłe miejsce do wyrośnięcia.
Po tym czasie przygotować kubek z gorącą wodą, w którym należy maczać łyżkę przed nabieraniem ciasta na każdego racucha - dzięki temu ciasto ładnie odejdzie od łyżki. Smażyć z obu stron na rozgrzanym ogniu i lekko odsączać z tłuszczu na ręczniku papierowym. Przed podaniem posypać cukrem pudrem.
Smacznego!
Tym, którzy pozostaną przy tradycyjnych tłustoczwartkowych słodkościach, polecam wcześniej dodany przepis na wyśmienite pączki:
ach, jakie sa pyszne te Twoje racuszki:) ja najbardziej lubie takie cieple prosto z patelni:)
OdpowiedzUsuńRacuchy są pyszne , bardzo je lubię:)
OdpowiedzUsuńPysznie wygladaja. Mi kojarza sie z babcia
OdpowiedzUsuńuwieeeelbiam racuchy! :)
OdpowiedzUsuńChodzą już za mną chyba tydzień racuchy i wciąż je odkładam na wieczne "później", patrząc na Twoje zdjęcia, solennie sobie obiecuję, że jutro już je zrobię!
OdpowiedzUsuńWyglądają wspaniale:)
OdpowiedzUsuńAle u Ciebie cudownie i wiosennie. Do tego racuchy. Danie z dzieciństwa. Słodko i ciepło na sercu mi się zrobiło.
OdpowiedzUsuńtakie drożdżowe racuchy nieodparcie kojarzą mi się z letnimi wakacjami na wsi :)
OdpowiedzUsuń