środa, 2 marca 2011

W poszukiwaniu straconego czasu: racuchy drożdżowe


"(...) Matka widząc, że mi jest zimno, namówiła mnie, abym się napił wbrew zwyczajowi trochę herbaty. Odmówiłem zrazu; potem, nie wiem czemu, namyśliłem się. Posłała po owe krótkie i pulchne ciasteczka zwane magdalenkami, które wyglądają jak odlane w prążkowanej skorupie muszli. I niebawem (...) machinalnie podniosłem do ust łyżeczkę herbaty, w której rozmoczyłem kawałek magdalenki. Ale w tej samej chwili, kiedy łyk pomieszany z okruchami ciasta dotknął mego podniebienia, zadrżałem, czując, że się we mnie dzieje coś niezwykłego. Owładnęła mną rozkoszna słodycz (...). Sprawiła, że w jednej chwili koleje życia stały mi się obojętne, klęski jako błahe, krótkość złudna (...). Cofam się myślą do chwili, w której wypiłem pierwszą łyżeczkę herbaty (...). I nagle wspomnienie zjawiło mi się. Ten smak to była magdalenka cioci Leonii.(...)"
M. Proust, "W stronę Swanna"

Jeśli miałabym wybrać swoje ulubione danie, nie miałabym najmniejszego problemu - byłyby to klasyczne racuchy drożdżowe, obficie posypane cukrem pudrem. Mama zawsze smaży mi je, kiedy wracam do domu i gdy z niego wyjeżdżam, dlatego nieodzownie kojarzą mi się z przyjemnymi chwilami spędzonymi w rodzinnym gronie. Kiedy smażę je sama dla siebie, działają na mnie jak słynne Proustowskie magdalenki i z każdym kolejnym kęsem zalewają moją głowę co raz większą falą wspomnień, powodując prawdziwe sentymentalne tsunami. Może sekret racuchów tkwi właśnie w ich magicznej mocy przywoływania reminiscencji...

Nawet jeśli na Was smak racuchów drożdżowych nie działa tak jak na mnie, na pewno Wam posmakują - są puszyste, dobrze wyrośnięte i mocno drożdżowe w smaku. Jedzone na ciepło, wręcz rozpływają się w ustach. Proponuję Wam je jako alternatywę dla pączków i faworków - są zdecydowanie mniej praco- i czasochłonne, a mają w sobie coś z tłustoczwartkowej rozpusty.


Składniki:
1/2 kg mąki pszennej
50g świeżych drożdży
szczypta soli
1,5 łyżki cukru
1,5 szklanki letniego mleka
1 jajko

cukier puder do posypania
opcjonalnie: jabłka/rodzynki/banany (dodajemy je do ciasta po tym jak wyrośnie, przed samym smażeniem)


Mąkę przesiać z solą, po środku zrobić wgłębienie, do którego wkruszyć drożdże. Zasypać cukrem i zalać 1/2 szklanki letniego mleka. Odstawić na 15 minut. Po tym czasie, dodać resztę mleka i jajko. Dokładnie wymieszać. Ciasto nie może być ani za rzadkie ani za gęste - gęstość należy regulować dodając dodatkową łyżkę mąki albo dolewając mleka (u mnie ciasto z podanych na liście składników proporcji miało idealną konsystencję). Odstawić na godzinę w ciepłe miejsce do wyrośnięcia.
Po tym czasie przygotować kubek z gorącą wodą, w którym należy maczać łyżkę przed nabieraniem ciasta na każdego racucha - dzięki temu ciasto ładnie odejdzie od łyżki. Smażyć z obu stron na rozgrzanym ogniu i lekko odsączać z tłuszczu na ręczniku papierowym. Przed podaniem posypać cukrem pudrem.

Smacznego!


Tym, którzy pozostaną przy tradycyjnych tłustoczwartkowych słodkościach, polecam wcześniej dodany przepis na wyśmienite pączki:

8 komentarzy:

  1. ach, jakie sa pyszne te Twoje racuszki:) ja najbardziej lubie takie cieple prosto z patelni:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Racuchy są pyszne , bardzo je lubię:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Pysznie wygladaja. Mi kojarza sie z babcia

    OdpowiedzUsuń
  4. uwieeeelbiam racuchy! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Chodzą już za mną chyba tydzień racuchy i wciąż je odkładam na wieczne "później", patrząc na Twoje zdjęcia, solennie sobie obiecuję, że jutro już je zrobię!

    OdpowiedzUsuń
  6. Ale u Ciebie cudownie i wiosennie. Do tego racuchy. Danie z dzieciństwa. Słodko i ciepło na sercu mi się zrobiło.

    OdpowiedzUsuń
  7. takie drożdżowe racuchy nieodparcie kojarzą mi się z letnimi wakacjami na wsi :)

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze
PS: Drogi Anonimie, proszę podpisz się imieniem albo nickiem!