środa, 27 czerwca 2012

Zakopane cz. I - wrażenia, nie tylko kulinarne (dużo zdjęć!)


W Zakopanem jestem dopiero od poniedziałkowego po południa, a już zrobiłam około 100 zdjęć. Postanowiłam podzielić się z Wami moimi wrażeniami z górskich wypraw, a także recenzjami knajp, w których będę miała okazję jeść - może Wam się to kiedyś przyda podczas wizyty w tym uroczym miasteczku? Relację podzielę na kilka części, bo inaczej ciężko byłoby przez nią przebrnąć, nawet najbardziej wytrwałym czytelnikom ;) Stawiam jednak na zdjęcia, nie na tekst, więc mam nadzieję, że Was nie zanudzę.



Pierwszego dnia niewiele zobaczyłam. Do Zakopanego dotarłam dopiero po południu i miasto przywitało mnie wyjątkowo paskudną pogodą. Mimo, że na zewnątrz była ściana deszczu, stwierdziłam, że skoro już tu przyjechałam, to nie będę siedzieć w pokoju i zrobiłam sobie spacer do centrum miasta (10 km w dwie strony było dobrą rozgrzewką przed górskimi wyprawami ;)). Cóż... Krupówki jak to Krupówki - pełne sklepów, które są w każdym mieście, stoisk z tandetnymi pamiątkami i mniej lub bardziej góralskich knajp, przeplatających się z lokalami znanych sieciówek. Na szczęście sezon turystyczny nie jest jeszcze w pełni,więc miasto jest nadzwyczaj spokojne. Nie byłam głodna, więc skusiłam się na wspomnianego w poprzedniej notce gofra. Jeśli będziecie w Zakopanem, to nie polecam Wam Cocktail Baru Jagoda. Nie miałam okazji kosztować ciast, lodów ani naleśników, które tam serwują, ale gofry były wyjątkowo niedobre- jedynym smacznym elementem deseru były jagody ;) Na szczęście bardzo smaczny bundz i oscypek uratowały kulinarną stronę mojego pierwszego dnia w Zakopanem. Wracając do pensjonatu znalazłam  skrót prowadzący przez dzielnicę willową, pełną przepięknych, urokliwych budynków. Część z nich wyglądała na opuszczone i lekko zaniedbane, co dodatkowo potęgowało ich niesamowity klimat. Ile bym dała, żeby kiedyś w takiej zamieszkać...

Najedzona i przemoczona wróciłam do pokoju, by następnego dnia wyruszyć w góry...




Na pierwszy ogień poszedł Giewont, na który weszłam z Kuźnic, przez Kalatówki i Halę Kondratową i z którego zeszłam do Doliny Strążyskiej. Trasa jest dość długa (przewidywany czas pokonania trasy do 7h, ja zrobiłam ją w niecałe 5h, licząc kilka przerw) i urozmaicona. Nigdy wcześniej nie byłam na Giewoncie i na mapie podejście wyglądało na łatwe do pokonania. W praktyce okazało się dość strome - w połowie wspinaczki z Hali Kondratowej na Giewont miałam nogi jak z waty i głowę pełną myśli w stylu "po co mi to było? Mogłam wylegiwać się na plaży w jakimś kurorcie". Zwątpienie minęło kiedy zbliżyłam się do szczytu. Na szczycie było tak zimno, że przydały się rękawiczki, które miałam w plecaku. Po wejściu i zejściu z Giewontu, mogę śmiało stwierdzić, że łańcuchy to trochę "pic na wodę" - niewiele pomagają we wspinaczce na szczyt, a nawet utrudniają to zadanie, bo łatwiej jest się po prostu podpierać na rękach; z zejściem jest jeszcze gorzej - zejście od strony łańcuchów jest "wychodzone" i śliskie, nie mówiąc o tym, że ciężko utrzymać równowagę mając obie ręce zajęte; zeszłam więc bez pomocy łańcuchów i  to trzy razy szybciej niż Ci którzy zdecydowali się na pierwszą opcję (widzące to małe dzieci z zielonej szkoły nazwały mnie "hardcorem", haha!). Schodząc z Giewontu, mamy do wyboru dwie trasy - niebieską do Kuźnic i czerwoną do Doliny Strążyskiej. Wybrałam tę drugą i polecam wszystkim właśnie tę trasę - jest nieco stroma, ale bardzo malownicza.

Zmęczyłam się, ale czuję drobny niedosyt i już obmyślam kolejne trasy ;) Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam to niesamowite uczucie lekkości, które nastaje po fazie dużego zmęczenia fizycznego. Gdy schodziłam z Giewontu, czułam się lekka jak piórko, bynajmniej nie z powodu deficytu kalorii. To uczucie dodatkowo potęguje górska sceneria, która na mnie działa niezwykle kojąco. Sprzyja przemyśleniom i wyciszeniu, szczególnie jeśli tak jak ja wędruje się samotnie. Samotne wyprawy w góry plasują się w czołówce moich ulubionych form spędzania urlopu. Żałuję tylko, że w góry zazwyczaj mi nie po drodze...

Jako, że nic tak nie wzmaga apetytu jak wysiłek fizyczny, po zejściu z góry wybrałam się do centrum w poszukiwaniu jakiejś knajpy. Mój wybór padł na restaurację "Dobra Kasza Nasza", która znajduję się na Krupówkach:


Jak sama nazwa wskazuje, specjalnością lokalu są wszelkiego rodzaju kasze. Wszystkie kasze są podpiekane w piecu i podawane w naczyniach żaroodpornych ustawionych na dużej drewnianej desce, w towarzystwie wybranej surówki i sosu. Wybór dań z kaszą w roli głównej jest spory i każdy znajdzie coś dla siebie. Dodatki to np. klopsiki wołowo-wieprzowe, karmelizowane jabłka i boczek, pomidory i koper, grillowany kurczak, szynka i groszek.  Jeśli nie lubicie kaszy, w menu znajduje się także kilka zup i dań głównych, np. grillowany kurczak. Ja zdecydowałam się na kaszę jaglaną z dynią, rodzynkami i pieczoną piersią z indyka, która jest serwowana z sosem czosnkowym oraz surówkę z kiszonej kapusty. Kasza była smaczna, dobrze doprawiona i fajnie przypieczona. Porcja była duża i z trudem zjadłam wszystko, mimo, że byłam bardzo głodna i pewnie spaliłam mnóstwo kalorii na górskiej trasie. Jedyną rzeczą do której mogłabym się przyczepić jest niewielka ilość dyni. Poza tym nie do końca rozumiem ideę podawania sosów do kaszy, szczególnie na bazie majonezu. Ale co kto lubi ;) Jeśli będziecie kiedyś w Zakopanem, to polecam Wam tę knajpę. To fajna odskocznia od wszechobecnych lokali serwujących grillowane mięsa, kwaśnicę i golonkę. W Dobrej Kaszy Naszej można zjeść smacznie, dużo, przystępnie cenowo (ceny kasz wraz z sosem i surówką plasują się pomiędzy 15 a 19 zł) i zdecydowanie zdrowiej niż w innych restauracjach, szczególnie na Krupówkach.

Na koniec relacji mały bonus w postaci zdjęć mojej zmęczonej górską wędrówką twarzy :) Bez makijażu i z potarganymi włosami.


18 komentarzy:

  1. Bez makijażu, ale i tak ładnie :)
    Zazdroszczę wypadu w góry, ja tak strasznie tęsknię za Tatrami, ale póki co dzieci malutkie i jeszcze się nie mogę wybrać.
    Piękne zdjęcia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w Tatrach nie byłam od 10 lat! Zdecydowanie warto było się wybrać

      Usuń
  2. Polecam restaurację Podkowa, która znajduje się za mostkiem na Krupówkach. I zdaje się, że trzeba skręcić w lewo.

    OdpowiedzUsuń
  3. często bywam w Zakopanem, ale tej knajpki nie widziałam:O bardzo pomysłowo:D
    a zdjęcia z wyprawy śliczne! pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Knajpa jest naprawdę przyjemna - fajna odskocznia od typowego karczmowego jedzenia. Cieszę się, że zdjęcia Ci się podobają!

      Usuń
  4. Piękne zdjęcia!
    Zazdroszczę Ci Fuchsio, bo mimo, że od gór wolę morze, to z chęcią do Zakopca bym się wybrała. Ostatnio tam byłam chyba z 10 lat temu... aż wstyd się przyznać :)

    Odpoczywaj!

    Serdeczne pozdrowienia,
    Edith

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zdecydowanie wolę góry, bo na plaży mogę wyleżeć góra 20 minut ;) Ja lubię spędzać czas aktywnie i nawet kiedy jestem nad morzem, to ciągle coś zwiedzam i spacerują, a siadam tylko, żeby coś zjeść ;)

      Ja też ostatni raz byłam 10 lat temu!

      Usuń
  5. Tak strasznie dawno nie byłam w górach, to już kilkanaście lat :( Naciesz swe oczy, nozdrza i nogi. Pamiętaj o zdjęciach, żeby się troszkę pięknem gór podzielić :) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękne zdjęcia, a ten bonus najładniejszy :D

    Pozdrawiamy serdecznie

    Tapenda

    OdpowiedzUsuń
  7. Uwielbiam Tatry! Piękne zdjęcia :)

    OdpowiedzUsuń
  8. nigdy nie byłam w Zakopane :/ trzeba bedzie to nadrobic za rok. Zdjecia wspaniale i najwazniejsze ze bez makijazu, nie wypada po Tatrach biegac wymalowanym ;)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! Nie wyobrażam sobie wchodzić na Giewont w pełnym makijażu :) Chociaż widziałam takie przypadki... Tak samo jak rewię mody na trasach górskich (np. stylowe sandałki albo białe adidaski ;))

      Usuń
  9. Tak mi tęskno za Tatrami! Super widoki, nie ma to jak samotna wędrówka:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Samotne wędrówki są najlepsze. Można zebrać myśli i chodzić we własnym tempie.

      Usuń
  10. Piękne krajobrazy. Kocham góry, och zatęskniło mi się ....

    OdpowiedzUsuń
  11. Ach, widzę, że nie tylko mi tęskno za górami... może jesienią się wybiorę

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze
PS: Drogi Anonimie, proszę podpisz się imieniem albo nickiem!