Dzisiaj mam dla Was kolejną porcję zdjęć z Zakopanego - tym razem z urokliwego cmentarza na Pęksowym Brzyzku oraz z Kasprowego Wierchu, a także ciąg dalszy kulinarnej relacji z wyjazdu.
Zakopiański cmentarz na Pękatym Brzyzku jest absolutnie wyjątkowy. Znajdują się w nim groby tych, którzy w znaczący sposób wpłynęli na historię miasta (np. Tytusa Chałubińskiego), zginęli tragicznie ratując innych (np. groby ratowników górskich) albo związali z nim swoją twórczość (np. Kazimierz Przerwa-Tetmajer i Stanisław Ignacy Witkiewicz- jego grób jest jednak jedynie symboliczny, bo szczątki znajdują się gdzieś indziej). Niezwykłą cechą cmentarza jest to, że praktycznie każdy nagrobek jest dziełem sztuki, które idealnie wpisuje się w całość. Niektórym nagrobkom mogłabym się przypatrywać godzinami. Co ciekawe, cmentarz jest porośnięty wszelkiego rodzaju roślinnością, która w swobodny sposób zarasta groby, dodając miejscu osobliwego charakteru, rodem z tajemniczego ogrodu. Dziko rośnie tam nawet chroniona lilia złotogłów (widoczna na ostatnim kolażu, po lewej stronie). Na Pękatym Brzyzku zamieszkała także rodzina lisów, które są tak oswojone, że ukradkiem przemykają między nagrobkami nawet wtedy, gdy cmentarz jest pełen turystów :)
Kolejnym po Giewoncie punktem mojej górskiej eskapady był Kasprowy Wierch. Niestety pogoda tego dnia była nadzwyczaj parszywa, przez co widoczność na szczycie była bardzo ograniczona, a wędrówkę utrudniał co chwila powracający deszcz. Nie ma jednak tego złego co by na dobre nie wyszło - krople deszczu osiadały na górskich roślinach i udało mi się je uwiecznić na zdjęciach. Poza tym góry skryte we mgle mają w sobie coś intrygującego...
W międzyczasie odwiedziłam jeszcze kilka miejsc z kulinarnej mapy Zakopanego:
1. Cukiernia "Samanta"
Cukiernia-legenda, która jest
obowiązkowym punktem do odwiedzenia na kulinarnej mapie Zakopanego.
Cukiernia ma kilka filii w Zakopanem – duży lokal przy ul.
Witkiewicza, mniejszy przy Krupówkach i na Pardałówce (pewnie są
jeszcze inne filie, których nie spotkałam na swojej drodze). Zawsze
jest w niej sporo ludzi. W cukierni można zamówić ciasta, których
jest bardzo duży wybór albo któryś z oferowanych deserów (np.
pucharek lodowy, panna cottę albo creme brulee). Samanta oferuje
także lody, pieczywo, ciasteczka i słodkie bułki. Ja miałam
okazję przetestować trzy różne desery – Owocową Poezję, lody
różane i ślimaczka z rodzynkami i kremem budyniowym (coś na wzór
klasycznego pain au raisin). Pod nazwą Owocowa Poezja kryje się
pyszny, letni przekładaniec – ciemny, nasączony biszkopt jest
przykryty kremem truskawkowym na bazie bitej śmietany, od drugiej
warstwy kremu owocowego (w dniu, w którym ja jadłam deser, drugi
krem miał smak malinowy) oddziela go chrupiąca beza, a całość
zwieńcza kleks z bitej śmietany. Na pewno spróbuję odtworzyć ten
deser w domu. Ciasta w Samancie nie należą do tanich (najtańsze
kosztują około 2 zł, a za przekładańce trzeba zapłacić między
4 a 5 zł), ale myślę, że warto ich spróbować. Tym bardziej, że
w innych cukierniach w Zakopanem, które miałam okazję odwiedzić,
ceny są niewiele niższe, a ciasta prezentują się gorzej. Poza tym
za deser w restauracji trzeba tutaj zapłacić minimum 8 zł, a
zamawiając ciasto w Samancie, również można usiąść w środku i
zjeść deser na miejscu. W Samancie spróbowałam także lodów
różanych. W smaku były bardzo dobre, o wyczuwalnym, ale nie
mydlanym smaku róży. Mogę się tylko przyczepić do niedużej
porcji lodów, a także niezbyt smacznego wafelka, co nie powinno być
problemem, gdy za niedużą gałkę lodów płacimy aż 2,5 zł... Na
jedną z wypraw górskich kupiłam sobie ślimaczka z rodzynkami i
kremem budyniowym, który również mi smakował. Podsumowując, jeśli będziecie
w Zakopanem, warto odwiedzić Samantę. Desery, które serwują nie
są może najlepszymi jakie jadłam i nie zwalają z nóg, ale są
bardzo smaczne. Poza tym warto sobie dogodzić po ciężkim dniu na
górskich szlakach ;)
2. Restauracja "Gazdowo Kuźnia"
Restauracja "Gazdowa Kuźnia "znajduje się na samym
końcu Krupówek, tuż przy Gubałówce. Z informacji zamieszczonych
na drzwiach i w menu dowiedziałam się, że restauracja jest wpisana
na listę miejsc godnych odwiedzenia w Małopolsce i posiada
certyfikat smaku. Mimo że tego dnia planowałam odwiedzić inne
miejsce, byłam na tyle ciekawa, że postanowiłam przetestować
jedzenie w Gazdowej Kuźni. Wystrój restauracji jest przyjemny –
jest widocznie inspirowany stylem podhalańskim, ale nie jest
kiczowaty (co niestety jest nagminne w wielu tutejszych knajpach...).
Menu jest spore – można zamówić śniadania, różnego rodzaju
zupy (np. kwaśnicę na baraninie i rosół z kury), pierogi, dania z
wieprzowiny i wołowiny (np. steki i żeberka), dania z drobiu
(pojawia się nawet kaczka) i baraniny (zaczynając od drogiego
udźca, kończąc na rozsądnym cenowo gulaszu). Poza tym jest spory
wybór dań wegetariańskich i deserów. Ja zdecydowałam się na
hauski z sosem borowikowym. Hauski można zamówić również z
rydzami, ale tego dnia ta opcja nie była dostępna. Dostałam sporą
porcję niewielkich kluseczek obficie polanych sosem. Kluseczki były
bardzo dobrze ugotowane, nie za miękkie, nie za twarde. Gwiazdą
dania był jednak sos – aromatyczny z dużymi kawałkami borowików.
Sos smakował mi tak bardzo, że całkowicie wyczyściłam talerzyk.
Kluseczki kosztują tylko 11 zł, a ja spokojnie się nimi najadłam.
Jeśli ktoś ma większy apetyt, to może zamówić do nich zupę
(koszt między 10 a 12 zł) i wtedy na pewno nie wyjdzie z knajpy
głodny. Polecam kwaśnicę z baraniną, która jest bardzo dobra i zawiera sporo mięsa. Minusem lokalu są jednak ceny - kluski, zupy i pierogi mają przyzwoite ceny, ale mięsa są dość drogie.
3. Restauracja "Watra"
Watra znajduje się na samym końcu ulicy Zamoyskiego, tuż przy Krupówkach. Weszłam tam zaciekawiona wielkim grillem, który stoi w środku restauracji i na którym pieczone są wszelkiego rodzaju steki, szaszłyki, golonki i kiełbasy. Wystrój restauracji jest typowo góralski - nawet karta menu ma przyczepioną ciupagę, a oparcia ławek są obite skórami owiec. Jednym się podoba, drugim nie i ja należę do tych drugich. Menu jest bogate i królują w nim wszelkiego rodzaju mięsa. Na uwagę zasługuje duży wybór dań z jagnięciny i baraniny. Ceny nie należą do niskich, ale sporo dań plasuje się poniżej magicznej granicy 20 zł. Dania z jagnięciny to jednak wydatek ponad 40 zł. Po długim namyśle zdecydowałam się na pieczeń baranią z grzybami i sosem podgrzybkowym, podaną z kopytkami (cena: 20 zł). Pieczeń i sos mi smakowały, choć były nieco za słone. Kopytka były rozgotowane i ich porcja była stanowczo za duża w stosunku do ilości mięsa i sosu - połowę zostawiłam, a ich obecność na talerzu zdecydowanie obniżyła moją ogólną ocenę dania. Mimo wszystko wyszłam najedzona i zadowolona z wyboru dania. Jednakże rozglądając się dookoła podczas oczekiwania na posiłek, zdecydowanie nie polecam mięs z grilla, które wyglądały na zbyt wypieczone/wysuszone. Mogę się też przyczepić do obsługi - podczas krótkiego posiłku byłam obsługiwana przez trzy kelnerki (komu w takiej sytuacji dać napiwek? ;)), poza tym obsługa była bardzo głośna - rozmawiała o swoich prywatnych sprawach, niekiedy przeklinając i głośno się śmiejąc - co niektórym może przeszkadzać.Odradzam także przyjście do restauracji wieczorną porą, bo odbywają się tam dancingi ;) No chyba, że lubicie dancingi w góralskich knajpach :)
Za kilka dni zapraszam Was na ostatnią relację :)














Po raz kolejny wzdycham do tych gór... Jakoś mi tak smutno gdy patrzę na zdjęcia. Jeszcze niedawno chodziliśmy tam z moim teściem, przewodnikiem tatrzańskim, a teraz już niestety musimy chodzić sami :(
OdpowiedzUsuńFajnie, że piszesz o swojej wyprawie, fajnie się to czyta :)
widoki niesamowite!
OdpowiedzUsuńa dań chętnie bym spróbowała
Ale smakołyki miałaś okazję pałaszować! Fajnie, zazdroszczę Ci tego smacznego pobytu w górach :)
OdpowiedzUsuńZ piątkowymi pozdrowieniami,
Edith
Tak, Zakopane od strony kulinarnej jest niewątpliwie ciekawe. Szczególnie dzięki tym wszystkim pysznych serom (piszę to, jedząc świeży bundz)
UsuńPiękne zdjęcia, te trawy źdźbła są genialne! Ja jutro wyjeżdżam w góry :)
OdpowiedzUsuńDziękuję! to zdjęcie z źdźbłami to jedno z moich ulubionych :)
UsuńFajne zdjecia...jutro ja tam bede...
OdpowiedzUsuńUdanego wyjazdu! :)
UsuńLadne zdjecia...jutro ja tam bede...
OdpowiedzUsuńJuż Ci mówiłam, że podziwiam Cię za determinację ;)) super, piękne zdjęcia... w cukierni Samanta jadłam najpyszniejszy makowiec na świecie, o tak :)
OdpowiedzUsuńA po powrocie zregenerujesz siły pysznym, gotowanym sernikiem :)
Teraz żałuję, że nie spróbowałam makowca! Oj tak, sernik gotowany pomoże w regeneracji sił! :)
UsuńKocham Zakopane! Wszystkie te miejsca znam i uwielbiam.
OdpowiedzUsuńCukiernia Samanta to obowiązkowe miejsce na słodki wypad :)
Cmentarz jest urokliwym i pełnym zadumy miejscem. Oczywiście Giewont , Kasprowy to podstawa naszych wycieczek.Tęsknię za Tatrami.
Pozdrowienia:)
Ja też kocham Zakopane. Szczególnie góry, które je otaczają, ale miasto samo w sobie też ma swój urok :)
UsuńGóry po prostu uwielbiam! Nie wyobrażam sobie jechać do Zakopanego tylko po to by połazić po mieście. O, nie nie. Ja kocham wycieczki po górach,uwielbiam się tak zmęczyć i dojść na szczyt. Podziwiać widoki. Pochodzić po pięknych dolinach, uwielbiam.
UsuńNiesamowita sprawa i chyba nie zrozumie tylko ten ,kto nie był jeszcze w górach.
Uściski:*
Samanta to moja ulubiona cukiernia w Zakopcu :) Mają świetne ciastka, bardzo ładny wystrój, a do tego baaardzo przyzwoite ceny. Polecam każdemu!
OdpowiedzUsuńpiekne zdjęcia
OdpowiedzUsuń