Z mojej podróży ze smakiem przywiozłam ze sobą słoiczek przysmaku, bez spróbowania którego podobno nie można powiedzieć, że wie się cokolwiek o marokańskiej kuchni. Kiszone cytryny, bo o nich mowa, to po prostu owoce w zalewie z wody, soli i soku z cytryny, w której muszą się marynować przez kilka miesięcy. Mimo, że miąższ cytryn stanowi dobry dodatek do wszelkiego rodzaju sosów, to skórka jest najbardziej cenną i aromatyczną częścią kiszonki. Jak smakują kiszone cytryny? Bardzo cytrynowo! Kiszenie sprawia, że naturalny aromat owoców się uwydatnia i nabiera niemalże "perfumowanego" charakteru. Cytryny same w sobie są dość słone i raczej niesmaczne, ale po dodaniu chociażby jednej z nich do sosu, danie całkowicie zmienia charakter. Dzięki kiszeniu, skórka cytryn staje się miękka i nie jest gorzka. Kiszone cytryny sprawdzą się jako smakowy dodatek do kuskusu i ryżu (np. risotto z owocami morza), majonezu i dipów, czy wszelkiego rodzaju tajine.
Mnie bardzo smakował tajine z kurczaka z kiszonymi cytrynami i oliwkami, na który przepis podam Wam dzisiaj. To typowa potrawa jednogarnkowa, której przygotowanie nie powinno sprawić Wam większych problemów. Kurczak jest bardzo aromatyczny dzięki marynacie składającej się z całej gamy przypraw - szafranu, kurkumy, czosnku, imbiru, chilli i cytrynowego curry. Sos swój niezwykły smak zawdzięcza dodatkowi kiszonych cytryn i oliwek, które są częstym składnikiem dań kuchni marokańskiej.
Tradycyjnie danie to powinno się przygotować w specjalnym glinianym naczyniu do tajine (widocznym na zdjęciach poniżej). Składa się ono z dwóch części - okrągłego dołu i stożkowej pokrywki. Pokrywka nie tylko atrakcyjnie wygląda, ale ma także znaczenie funkcjonalne - dzięki takiemu kształtowi naczynia, podczas powolnego duszenia potrawy cała unosząca się para wraca z powrotem na dół, sprawiając, że składniki pozostają soczyste. Do dania nie potrzeba dodawać dużo płynów, a składniki duszą się we własnych sokach.
Bardzo chciałam kupić naczynie do tajine, ale pojawił się pewien problem - w domu mam tylko płaską płytę elektryczną i podczas gotowania naczynie mogłoby pęknąć. Tajine można przygotowywać tylko na kuchniach posiadających "wystające" palniki, najlepiej gazowych, ale elektryczne też się sprawdzą. Swojego kurczaka przygotowałam więc w dużym rondlu z grubym dnem - wyglądał mniej efektownie, ale smak był równie dobry.
Podczas pobytu w Maroko miałam okazję spróbować wielu tajine - z warzywami (np. marchewką, cukinią ziemniakami), jagnięciną, kurczakiem, pulpetami wołowymi, a nawet jajkami na twardo. Nasuwa mi się jedno spostrzeżenie - tajine przygotowywane w hotelu i w popularnych wśród turystów restauracjach (pseudo-marokańskich "stołówkach", robiących jedzenie na masową skalę) nie równa się z tym, którego można skosztować w lokalach odwiedzanych przez "tubylców". Tajine hotelowe zazwyczaj jest mało doprawione i nie ma charakterystycznej głębi smaku, nadawanej mu przez całą gamę przypraw dodawanych do potrawy w tradycyjnych wersjach. "Prawdziwe" tajine jest aromatyczne i pełne soczystego mięsa/warzyw. Podejrzewam jednak, że dla wielu turystów odwiedzających Maroko, byłoby zbyt intensywne w smaku i z tego względu kucharze w hotelu nie mogą sobie pozwolić na takie doprawienie potrawy. Najsmutniejsze jest to, że wielu obcokrajowców jada tylko w hotelach albo popularnych knajpach w turystycznej części miasta, bojąc się zjeść w mniejszych i często bardziej zaniedbanych miejscach, serwujących lokalną kuchnię.
Ciekawostką jest to, że jedząc tajine, Marokańczycy nie używają sztućców, tylko kawałka chleba. Zazwyczaj jest to matlouh (znany także pod nazwami batbout i mkhamer), czyli tradycyjny chleb na bazie semoliny, ktory jest pieczony na patelni. Planuję niedługo przygotować matlouh w domu. Jeśli wyjdzie taki jak być powinien, na blogu pojawi się przepis. Tym czasem, zachęcam Was do przygotowania pysznego tajine z kurczaka z oliwkami i kiszonymi cytrynami:
Miseczkę przywiozłam z Maroka. Jest śliczna, prawda? :)
Składniki
Składniki
(zmodyfikowany przepis z tego źródła)
- 1 duży kurczak podzielony na 6 części (2 udka, 2 skrzydełka, 2 piersi)
- 1 duża cebula
- 1 szklanka zielonych albo czarnych oliwek bez pestek
- 1 łyżka świeżej kolendry
- 2 kiszone cytryny (bez miąższu, sama skóra, pokrojona w cienkie paski)*
- 3 ząbki czosnku
- 2 szczypty szafranu
- 1/2 łyżeczki chilli
- 1 łyżeczka cytrynowego curry
- 1/4 łyżeczki kurkumy
- 1 łyżeczka imbiru (suszonego, w proszku)
- 2,5 szklanki wody
- 2 łyżki roztopionego masła
- oliwa z oliwek
- 1 łyżka miodu
- sól i świeżo mielony pieprz do smaku
* jako, że w Polsce ciężko kupić kiszone cytryny, polecam Wam zrobić je samemu. Przepis tutaj
W misce wymieszać starty/przeciśnięty przez praskę czosnek, chilli, cytrynowe curry, szafran, imbir, kurkumę, szczyptę soli i pieprzu oraz kilka łyżek oliwy. Mieszanką dokładnie natrzeć kurczaka i odstawić do lodówki na 2h.
W naczyniu do tagine albo w rondlu o grubym dnie rozgrzać kilka łyżek oliwy. Cebulę pokroić w piórka i podsmażać na średnim ogniu przez kilka minut, aż się zeszkli i lekko zmięknie. Dodać kurczaka i podsmażać go przez kilka minut, skórą do dołu. Zalać mięso wodą i przykryć rondel pokrywką. Dusić na małym ogniu przez około 45 minut. Po tym czasie wyjąć kurczaka z naczynia i ułożyć na brytfannie. Posmarować roztopionym masłem i wstawić do piekarnika nagrzanego do 200C. Piec przez około 20 minut, aż mięso ładnie się zarumieni. W międzyczasie do sosu w rondlu dodać kolendrę, miód, oliwki i cytryny. Zredukować sos na małym ogniu - powinno to zająć około 10-15 minut. Z powrotem dodać do sosu kurczaka i podgrzewać razem przez jeszcze kilka minut. Doprawić całość solą i pieprzem. Podawać z ryżem albo kuskusem.
Smacznego!
Już jutro ruszamy do Marrakeszu. Jesteście ciekawi, jak podobało mi się "czerwone" miasto? :)
Po więcej wrażeń z wyjazdu zaglądajcie na blogi moich towarzyszek - Tamary, Pauliny i Karoliny!
Na koniec jak zawsze odrobina zdjęć uśmiechniętych, cieszących się marokańskim słońcem twarzy :)
Promenada w Agadirze i kocia mama w akcji :)
Paulina i ja. Zdjęcie zostało wykonane aparatem SAMSUNG Smart Foto WB850F, posiadającym funkcję robienia kolaży ze zdjęć - w poziomie i w pionie. Fajna sprawa!

Marta ... jadłem kiszone cytryny raz w życiu i powiem ci że pozytywnie mnie zaskoczyły. A naczynie o którym mówisz, można zakupić również w wersji na płyty grzewcze elektryczne i indukcyjne. Mają taki sam kształt jak oryginał, różnią się tylko spodem i jego pokryciem. Ostatnio widziałem takie w TkMaxx :)
OdpowiedzUsuńMnie też zaskoczyły bardzo pozytywnie, szczególnie jako składnik sosu - dwie małe cytryny wystarczyły by sos nabrał intensywnego aromatu.
UsuńDzięki za informację, mam nadzieję, że w moim TkMaxxx będą! W Maroko takich szukałam, ale mieli tylko tradycyjne. Być może dlatego, że rozglądałam się głównie na targach.
kiszone cytryny, ale super. nigdy nie słyszałam o tym...
OdpowiedzUsuńmuszę koniecznie spróbować.
przepis cudowny. :)
Tak, kiszone cytryny to jedna z tych rzeczy, których trzeba spróbować!
Usuńno i nadal twierdzę, że chce do Maroka i to bardzo :) ten tadżin musiał być obłędny!!!
OdpowiedzUsuńBardzo fajna relacja. Powiem Ci szczerze ze dużo lepsza niż ta Pauliny. Dużo bardziej interesujacą i dobrze się ją czyta. Pzdr
OdpowiedzUsuńObie relacje są inne, ciężko je porównywać, ale dziękuję.
UsuńChciałabym kiedyś spróbować kiszonych cytryn. Bardzo mnie ciekawią.:)
OdpowiedzUsuńSzkoda, że nie ma jak wysłać jednej, bo chętnie bym Ci wysłała:)
Usuńcześć, fajnie tu wyglądasz, jak taka mała szelma szukająca, gdzie mogłaby coś spsocić :)
OdpowiedzUsuńpozdrawiam
Cóż, dziękuję, bo to chyba pozytywny komentarz :)
UsuńPiszesz o jedzeniu w marokańskich, małych, trochę zaniedbanych knajpkach. Więc Ci powiem, że kto z naszej grupy spróbował tego rodzaju atrakcji potem miał problemy żołądkowe typu "zemsta faraona" Jednak rzeczywiście tajine z kiszonymi cytrynami smakuje wspaniale. Najlepszy jadłam w Zagorze w małym hotelu. Ten który jadłam w lokalnej restauracji już nie był taki znakomity.
OdpowiedzUsuńA ja zapraszam do restauracji La Mancha w Toruniu. Serwują specjały hiszpańsko-marokańskie. I jedno mogę powiedzieć... dla mnie szok w Polsce. Gotuje u nich kucharz z Maroka, podobno pracował też w Hiszpanii. To co on robi to jest szok..., nawet wyjdzie pogadać swoim średnim polskim:D Tam właśnie jadłem te cytrynki kiszone i jestem bardzo pozytywnie zaskoczony. Dałem się namówić na Tajine i były też tam cytryny. ehh nie myślałem, że tak mi to zasmakuje. Zresztą... wszystko tam mi smakuje...nom może deser hiszpański.. Flan.. czy jakoś tako... to mi nie podeszło... nie moje smaki..:P ale cytrynki polecam i to bardzo:) z odpowiednio dobranym winem to już kolejna bajka ale nie na tutaj.:) Cóż.. szykuję się na inne specjały... i mam dobrą radę:) Jak się powie, że jest się od przedstawiciela to zawsze coś dorzucą::P przystawkę, deser, albo zniżka... fajnie..:) Dla mnie kiszone cytryny zdecydowanie HIT :) POLECAM :)
OdpowiedzUsuń