poniedziałek, 15 października 2012

Pod słońcem Agadiru. KONKURS


Maroko - kraj, w którym spotykają się piaski pustyni, szczyty górskie oraz wody Morza Śródziemnego i Oceanu Atlantyckiego. Kraj, w którym wspólnie żyją przedstawiciele kilku kultur - Arabowie, Berberowie, Żydzi i niewielkie grupy ludności pochodzenia europejskiego. Kraj, w którym można posmakować podobno jednej z najlepszych kuchni świata i kupić przepiękną srebrną biżuterię oraz wyroby ze skóry. Kraj ludzi otwartych, uśmiechniętych i cieszących się życiem. Kraj, który wraz z innymi blogerkami odwiedziłam w ramach Modnych Podróży ze Smakiem, organizowanych przez biuro podróży Itaka.

Przez najbliższy tydzień na moim blogu będziecie mogli czytać relację z mojego wyjazdu do Maroko, w której na pewno nie zabraknie zdjęć i moich wrażeń z podróży, a także różnych ciekawostek i przepisów na marokańskie przysmaki, które odtworzyłam w domowym zaciszu. Mam nadzieję, że Was nie zanudzę i że chociaż część z Was zachęcę do odwiedzenia tego fascynującego kraju :)

Relację postanowiłam zacząć od miejsca, w którym spędziliśmy tak naprawdę najwięcej czasu, czyli Agadiru. Nie będę Was zanudzała encyklopedycznymi informacjami na temat miasta, które każdy z Was może przeczytać na pierwszej lepszej stronie internetowej poświęconej Maroko. Skupię się na moich osobistych odczuciach na temat miasta.

Agadir jest jednym z największych kurortów turystycznych w Maroko. Zapewne większość ludzi, jadących tam na wakacyjny wyjazd, nastawia się na kąpiel w Oceanie Atlantyckim i wypoczynek na piaszczystej plaży. Słodkiemu lenistwu na pewno sprzyja agadirski klimat - nawet podczas dużych upałów, znad oceanu wieje przyjemny wiatr i sprawia, że temperatury stają się bardziej znośne. Podczas naszego pobytu było już nieco "chłodniej" - około 28-30C - ale podobno w lipcu i w sierpniu zanotowano rekordowe temperatury, sięgające nawet 50C. Ufff... 

Agadir jest położony w zatoce i dzięki temu można spokojnie kąpać się w oceanie, bez obawy, że fale będą zbyt wysokie. Ba, fal prawie w ogóle nie ma! Plaża ciągnie się prawie wzdłuż całego wybrzeża. Jest szeroka i piaszczysta, co możecie zobaczyć na zdjęciach poniżej:

  
Muzułmańskie kobiety w Maroko różnią się od tych, które widziałam np. w Egipcie. Są takie kolorowe! Marokanki bardzo rzadko zasłaniają twarz, a w burkach chodzą głównie turystyki z innych afrykańskich krajów. Co ciekawe, podczas wizyty w nie-turystycznej części miasta, zauważyłam, że bardzo dużo kobiet ubiera się "normalnie" i rzadko spotyka się tam młode dziewczyny w chustach.

Napis na wzgórzu to "Allah, al-Watan, al-Malik", czyli "Bóg, ojczyzna, król". Nocą napis jest podświetlany, a ze wzgórza rozchodzi się przepiękny widok na całe miasto, ocean i góry Atlas. Na samej górze znajduje się duży parking i ruiny, które są popularnym, wieczornym miejscem schadzek miejscowej ludności. To tam marokańscy faceci zabierają na randki swoje dziewczyny :)

 Poza sektorem hotelowym, w Agadirze jest także ogólnodostępna część plaży, którą odwiedza lokalna ludność i po której można swobodnie pospacerować brzegiem oceanu. Jest tylko jeden problem: śmieci. Kiedy po raz pierwszy odwiedziłyśmy plażę w sobotę wieczorem, byłyśmy w szoku. Na środku znajdowały się duże kupki śmieci, dookoła były porozrzucane puste butelki, a w piasku zapewne można było znaleźć wiele innych skarbów... Oszczędzę Wam szczegółów :) Od razu minęła nam jakakolwiek ochota na wypoczynek nad oceanem. Dopiero później okazało się, że zazwyczaj plaża wygląda nieco inaczej i tego dnia miałyśmy wyjątkowego pecha - to był sobotni wieczór, więc chwilę po tym gdy na plaży wypoczywało najwięcej ludzi, a w dodatku dzień wcześniej padało i nie posprzątali śmieci. Uwierzcie, że podczas naszej kolejnej wizyty, plaża była o wiele czystsza! :) Chociaż szczerze mówiąc, nie wyobrażam sobie co dzieje się w sezonie, gdy do miasta napływają tysiące turystów i ludzi z innych regionów Maroko. Dodam też, że plaża hotelowa (w hotelu Royal Atlas & SPA) jest nieporównywalnie bardziej zadbana.


Wzdłuż wybrzeża rozciąga się długa promenada, przy której znajduje się wiele restauracji i gdzie wieczorami spotyka się lokalna ludność - ludzie siadają na murku i po prostu ze sobą rozmawiają, a uśmiech nie schodzi im z twarzy. Bardzo mnie to urzekło i przyznam, że gdy po powrocie do domu przeszłam się po mojej rodzinnej Łodzi, miasto wydawało się "umarłe" i smutne.

Powiecie, że 26C to mało. A ja odpowiem Wam, że to był już wieczór :)

 Taka figurka zachęca do wejścia do jednej z agadirskich restauracji. Nie mogłam się oprzeć!


Jeśli chcecie zjeść poza hotelem, promenada jest dobrym punktem wyjścia. Znajdują się tam zarówno kawiarnie i lodziarnie, restauracje serwujące dania kuchni marokańskiej i ogólno pojętej kuchni śródziemnomorskiej (widoczne są głównie wpływy kolonizacji francuskiej), jak i lokalne fast foody. Oczywiście jest tam nawet McDonald's i Pizza Hut. Co ciekawe, w Maroko McDonald's pojawił się stosunkowo niedawno i to nie dlatego, że kraj bronił się przed globalizacją, a ze względów religijnych - zgodnie z zasadami Islamu, każde zwierze musi być halaal, czyli ubite w sposób rytualny, więc wołowina, z której robi się hamburgery musi pochodzić z lokalnych, certyfikowanych hodowli.

Wraz z Pauliną ze Smakowitego Kąska, odwiedziłyśmy kilka miejsc na promenadzie, ale o tym przeczytacie w kolejnych relacjach :) Dzisiaj powiem Wam tylko, że chcąc zjeść autentyczne marokańskie jedzenie, musicie wyjść poza turystyczną część miasta i udać się do miejsc, które odwiedzają lokalni ludzie. Zgodnie ze starą dobrą zasadą, najlepsze regionalne jedzenie jest serwowane tam, gdzie bywają lokalni ludzie. W sercu kurortu nie zjecie prawdziwego marokańskiego jedzenia i wszystko będzie nieco "zeuropeizowane". Oczywiście nie znaczy to, że będzie niesmacznie (często wręcz przeciwnie!), tylko po prostu nie do końca autentycznie :) O moich wrażeniach po skosztowaniu marokańskiego street foodu przeczytacie w kolejnych relacjach!


Fajnym punktem spacerowym w Agadirze jest także mini-zoo o ładnej nazwie Vallée des Oiseaux, które znajduje się w turystycznej części miasta, dość blisko promenady. Zoo jest naprawdę miniaturowe, ale jako, że wstęp jest wolny, warto się tam przejść, szczególnie jeśli podróżujecie z dziećmi.


W Agadirze istnieje także opcja zwiedzania dla leniwych, czyli mini-kolejka, która przejeżdża przez całą turystyczną część miasta. Jeśli nie lubicie dużo chodzić, wystarczy, że sobie wygodnie usiądziecie, wyciągniecie aparaty i obejrzycie wszystko to, co każdy szanujący się turysta zobaczyć powinien, czyli np. ogrody królewskie. Oczywiście żartuję i w sekrecie powiem Wam, że ja tych miejsc nie widziałam... :)


Souk El Had to podobno obowiązkowy punkt każdej wizyty w Agadirze. Na dużym targu, otoczonym murem, znajdziecie wszystko. Pisząc "wszystko", wcale nie przesadzam, bo są tam: warzywa, owoce, miski, garnki, pamiątki, chińskie podróbki znanych marek, buty, pościel, świeżo zabijane mięso, przyprawy, perfumy, żywe kury... I cała masa handlarzy nachalnie zachęcających do zakupów na ich stoiskach. Wiele osób, szczególnie kobiet, jest zniesmaczonych zachowaniem sprzedawców na targu, ale powiem Wam, że jedyną skuteczną metodą na cieszenie się zakupami i nie dostarczanie sobie zbędnego stresu, jest całkowite ignorowanie tego co do Was mówią, nawet jeśli twierdzą, że jesteście najpiękniejszymi kobietami na świecie ;)
Podczas naszego pobytu w Maroko, odwiedziłyśmy także souk w Marrakeszu i muszę przyznać, że ten w Agadirze nawet się do niego nie umywa. Mimo, że na targu w Agadirze możecie kupić lokalne przyprawy, świeże produkty spożywcze i pamiątki, większość stoisk jest zalana przez tanią chińszczyznę. W Marrakeszu jest sporo drożej, ale uwierzcie mi, że czasami warto zapłacić więcej i kupić produkt lepszej jakości. Tak czy siak, souk warto odwiedzić chociażby po to, żeby zaopatrzyć się we wspaniałe przyprawy i poczuć klimat tego miejsca. Tłoczny, wibrujący, intensywny na każdej płaszczyźnie (kolorów, zapachów, hałasu).

Tak samo albo jeszcze bardziej wibrujący jest Agadir nocną porą. Mnóstwo ludzi na ulicach; jedne z najlepszych klubów nocnych i lounge barów, w jakich miałam okazję być; dym sziszy i papierosów; smak koktajli z dodatkiem świeżo wyciskanego soku owocowego i świeżej mięty; muzyka z bliskowschodnią nutą, której w życiu nie puściłabym w domu; niesamowicie ruszające się kobiety i ludzie delikatnie podrygujący w rytm muzyki przy stolikach. Rzeczywistość kompletnie inna od stereotypowego obrazu muzułmańskich krajów, gdzieś zakorzenionego w głowach wielu turystów. Prawdziwego Agadiru trzeba posmakować. Najlepiej nocą, bo wtedy wszyscy ludzie wychodzą na ulicę i przestają być zaczepiającymi turystów sprzedawcami na targu... :) Jeśli kiedyś będziecie w Agadirze i będziecie chcieli "wyjść na miasto", to polecam Wam dwa miejsca (kluby w stylu restaurant&lounge) - Piano Piano oraz Zanzibar.

 
 

 Wracając do tematu souku, targ zachwyca feerią barw, zapachów i smaków. Można dostać na nim warzywa, owoce, mięso, lokalne wyroby (np. amlou i kiszone cytryny), suszone owoce, przyprawy i dziesiątki rodzajów ciastek. Mimo, że w dzisiejszych czasach prawie wszystkie owoce i warzywa są dostępne także w Polsce, te kupione w Maroko smakują zupełnie inaczej. Pomarańcze zachwycają słodkością i soczystością, a granaty mają głęboki, wielopoziomowy smak, który z niewiadomych powodów przywołał mi na myśl olejek różany. Owoce są bardzo tanie - jeden ogromny granat kosztuje około 4 MAD, czyli mniej więcej 1,5 zł.

Kuchnia marokańska jest znana z bogactwa przypraw, dzięki którym potrawy są niesamowicie aromatyczne. Będąc na lokalnym targu, nie sposób nie zauważyć stoisk pełnych przepięknie pachnących mieszanek, które kuszą nie tylko zapachem, ale także kolorem. Jedną z najpopularniejszych mieszanek przypraw, która jest bazą do przygotowania wielu marokańskich dań jest Ras El Hanout. W dosłownym tłumaczeniu, Ras El Hanout oznacza król sklepu, co może wskazywać na to, że jest to najlepsza mikstura, jaką sprzedawca może zaoferować swoim klientom. Przepisów na Ras El Hanout jest masa i nawet kupując mieszankę na targu trzeba liczyć się z tym, że w każdym miejscu może smakować zupełnie inaczej. Podobno w niektórych z nich znajduje się nawet ponad 30 różnych składników. Bazę zazwyczaj tworzą: kardamon, goździki, cynamon, mielony pieprz, chilli, kolendra, kumin, gałka muszatołowa i kurkuma. W wielu regionach do Ras El Hanout dodaje się lokalne składniki, dzięki którym mieszanka nabiera unikalnego charakteru, np. suszoną jarzebinę, ciborę jadalną, niepokalanek, czy pieprz kubeba.

Właśnie z przyprawami będzie związany KONKURS, który dla Was przygotowałam :)

Poniżej znajduje się dość długa lista przypraw. Wszystkie, ZA WYJĄTKIEM TRZECH, często pojawiają się w daniach kuchni marokańskiej. Waszym zadaniem jest odnalezienie trzech intruzów, którzy przypadkiem wkradli się na listę i którzy nie pojawiają się w przepisach na marokańskie przysmaki. Proste, prawda? :)
  • sól koszerna
  • imbir
  • czarny pieprz
  • ostra papryka
  • słodka papryka
  • kumin
  • kminek
  • cynamon
  • szafran
  • kurkuma
  • anyżek
  • gałka muszkatołowa
  • guma arabska (ang. "arabic gum", znana też jako "mastyks")
  • liście laurowe
  • ziarna sezamu
  • piołun
  • kozieradka
  • cebula
  • czosnek
  • kiszone cytryny
  • oliwki
  • pietruszka
  • kolendra
  • lubczyk
  • koperek (koper ogrodowy)
  • mięta pieprzowa
  • werbena cytrynowa
  • szałwia
  • migdały
  • orzechy makadamia
Odpowiedzi wysyłajcie na adres cucinadellafelicita@gmail.com, w treści maila podając imię i nazwisko oraz poprawną odpowiedź. Dla dwóch osób, które jako pierwsze udzielą poprawnej odpowiedzi mam zestawy przypraw, dzięki którym będziecie mogli odtworzyć w domowych zaciszu część dań kuchni marokańskiej – Ras El Hanout i cytrynowe curry

Zasady konkursu:
  1. Na adres e-mail cucinadellafelicita@gmail.com należy wysłać nazwy trzech składników, które przypadkiem wkradły się na listę przypraw popularnych w kuchni marokańskiej, w treść maila wpisują także swoje imię i nazwisko.
  2. Należy także polubić fanpage mojego bloga na Facebooku*
  3. Każda osoba może wysłać tylko jedną odpowiedź.
  4. Na wysłanie odpowiedzi macie czas do godziny 23:59 dnia 21.10.2012.
  5. Dwie osoby, które jako pierwsze wyślą poprawną odpowiedź nagrodzę zestawami dwóch mieszanek przypraw używanych w kuchni marokańskiej.

    *jeśli nie posiadasz Facebooka, nic straconego. Po prostu wyraźnie zaznacz to w treści maila :)

Powodzenia :) Zachęcam Was do udziału, bo przyprawy są po prostu rewelacyjne!


A teraz mały bonus specjalnie dla Was - odrobina uśmiechów prosto z plaży w Agadirze :)

Pozdrawiam też moje cudowne towarzyszki podróży - Paulinę, Tamarę, Karolinę i Kasię :)


10 komentarzy:

  1. Konkurs trudny dosc i bede musiala porzadnie pomyslec zeby wygrac te przyprawy! Bardzo ladne zdjecia i fajny tekst. Czekam na wiecej. Pozdrawiam, Arletta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wskazówki można znaleźć w internecie :) Dziękuję, cieszę się, że zarówno zdjęcia, jak i wpis Ci się podobają!

      Usuń
  2. Fuchsio,

    Bardzo ciekawe zdjęcia, ale masz rację brydna plaża może nieco zniechęcać do odwiedzin.

    Pozdrawiam serdecznie,
    E.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Plaża hotelowa była dużo czystsza i z moich obserwacji wynika, że niestety w wielu arabskich krajach jest dość brudno, zarówno na plaży, jak i na ulicach. Sama byłam świadkiem, jak znajomy w Maroko, jadąc autem po prostu wyrzucił śmieci za okno :) Zupełnie inna mentalność ludzi.

      Usuń
  3. Odpowiedź wysłana i mam nadzieję, że poprawna, bo kiedyś byłam w Maroku i kupiłam te przyprawy. Były boskie, ale już mi się skończyły i chciałabym uzupełnić zapas :)

    Piękne zdjęcia.

    OdpowiedzUsuń
  4. ale fajny konkurs. :)
    i jakie zdjęcia. :) ach. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Pięknie, pięknie, pięknie. Te kolory!

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze
PS: Drogi Anonimie, proszę podpisz się imieniem albo nickiem!